|
Dlaczego
Banachiewicz na Skałce?
Leszek
Kordylewski

|
Kościół
Paulinów na Skałce, Krypta
Zasłużonych znajduje się
pod kościołem w skale obudowanej kamiennymi
schodami.
Fot. L. Kordylewski. |
Prastare koryto Wisły, zasypane w XIX w. decyzją ówczesnego
Prezydenta Krakowa Józefa Dietla, rozdziela dwa historyczne
krakowskie wzgórza. Tam gdzie dziś z Plant Dietlowskich tramwaj
wjeżdża na Most Grunwaldzki, na prawo roztacza się wspaniały
widok na wzgórze Wawel, na lewo widoczne są barokowe wieże na
mniej znanym wzgórzu o skromnej nazwie “Skałka”. Gdy na Wawelu
wzrok przyciągają wspaniałe wieżyce Katedry i Zamku Królewskiego,
Klasztor Paulinów na Skałce wydaje się jakby zwrócony tyłem do
obecnej Wisły. Wawelska Katedra kryje prochy wielkich polskich
królów, świętych, oraz uznanych za równych im innych sławnych
Polaków: Kościuszki, Mickiewicza, Słowackiego, Piłsudskiego,
Sikorskiego… Podziemia kościoła na Skałce zamieniono w XIX w. na
Panteon innych wielkich Polaków, którzy w trudnych czasach niewoli
krzewili polskość słowami swej twórczości, poematami oraz
innymi patriotycznymi dziełami sztuki. Lista pochowanych tu artystów
zawiera znamienite nazwiska takie jak Stanisław Wyspiański, inni
poeci Wincenty Pol, Adam Asnyk, Teofil Lenartowicz i Czesław Miłosz,
pisarze Józef Ignacy Kraszewski i mniej znany Lucjan Siemieński,
malarze Jacek Malczewski i Henryk Siemiradzki, kompozytor Karol
Szymanowski, wiekowy aktor Ludwik Solski oraz słynny dziejopis Jan
Długosz.
Wszyscy wymienieni
wyżej wielcy Polacy
pochowani
w Krypcie Zasłużonych na Skałce byli humanistami. Jedyny wyjątek
w tym gronie stanowi Prof. Tadeusz Banachiewicz, astronom i
matematyk. Dlaczego spoczął na Skałce? Wikipedia w rozdziale o
Skałce podaje krótko:
“Ekshumacji
z Cmentarza Rakowickiego na własny koszt i z własnej inicjatywy,
nie pytając nikogo o zgodę, dokonał uczeń profesora, doc. dr
Kazimierz Kordylewski.” Jako jeden z nielicznych żyjących świadków
wydarzeń, które
doprowadziły do pochówku Banachiewicza na Skałce, chciałbym
naświetlić prawdziwe przyczyny “wybryku Kordylewskiego”, którym
ten słynny uczeń Banachiewicza przypłacił później utratą
awansu na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ignorowany przez
uniwersyteckie reżymowe władze, Kordylewski nigdy nie doczekał
profesury i został “emerytowanym docentem”. Niektóre książki
o Krakowie wspominają o tych wydarzeniach sprzed ponad pół wieku,
jednak bez szczegółowego omawiania sprawy. Chciałbym w niniejszym
wspomnieniu nieco szerzej poruszyć temat i pokusić się o
wyjaśnienie intrygującej tajemnicy zawartej w tytule powyżej:
“Dlaczego Banachiewicz jest pochowany na Skałce?”
Będąc synem Kazimierza Kordylewskiego, towarzysząc mu przez
większą część jego bogatego życia, słuchając tego co mówił
publicznie i na łonie rodziny, jestem przekonany, że niełatwy do
zrealizowania fakt przeniesienia zwłok Banachiewicza z Rakowic
na Skałkę nie był li tylko kaprysem wiernego ucznia zauroczonego
“bez przyczyny” swym Mistrzem. Nie jest też prawdą, że “nie
pytając nikogo o zgodę” Kazimierz Kordylewski jakoby cichcem z
własną łopatą i na własnych barkach “przeniósł” szczątki
Banachiewicza bez istotnego powodu. Takiego sensacyjnego scenariusza
można by domyślać się z lakonicznych stwierdzeń w niektórych
książkach o Krakowie. Fałszywe sensacje są jednak niczym
wobec poważniejszych, a nie mniej spektakularnych aspektów pochówku
Banachiewicza, o których poniżej.
|
Fragment
mało znanego portretu Tadeusza
Banachiewicza
pędzla Aneri (Ireny Weissowej).
Fot. L. Kordylewski. |
Pierwszy pogrzeb Banachiewicza na Cmentarzu Rakowickim pamiętam
doskonale. Najbardziej utkwiło mi w pamięci, że bardzo wtedy
zmarzłem, bo był to mroźny listopadowy dzień i wszędzie było
biało od śniegu. Jako dzieciak, by rozgrzać się, biegałem w
czasie niekończącej się ceremonii po alejkach cmentarnych wokół
smętnego tłumu, żegnającego Mistrza w nieruchomej powadze. Nie
uszedł mojej uwadze intrygujący fakt, ze po złożeniu trumny do
otwartego ziemnego grobu zmarłej wcześniej małżonki Tadeusza
Banachiewicza, przed zasypaniem grobu za trumną astronoma spuszczono
jakby druga trumnę. Dopiero później dowiedziałem się od
rodziców, ze już w czasie pierwszego pogrzebu Banachiewicza na
Rakowicach - w przewidywaniu przyszłej ekshumacji - właściwą
trumnę zabezpieczono drewnianą skrzynią, której wieko zwróciło
wtedy moja uwagę.
Ponowny pochówek Banachiewicza na Skałce odbył się w nie mniej
bezbarwny jesienny dzień, niemal w rok później. Oczekując na
przybywających uczestników wydarzenia, znów dla rozgrzewki
biegałem po smętnym otoczeniu Klasztoru, które jakże odmiennie
dziś przyozdobione jest pogodnym pomnikiem Papieża Jana Pawła II
i modernistycznymi posągami wspaniałych Polskich Świętych. Za
czasów stalinowskich Skałka była trudnym do odnalezienia, ciemnym,
zagubionym w zaułkach zaniedbanego Kazimierza, wiecznie zamkniętym,
odizolowanym, dziwnym, ponurym miejscem, o którego doniosłości
wiedzieli tylko wtajemniczeni. Tego dnia nie zapomnę, bo działy się
tam rzeczy niezwykłe. Przez bramę od strony miasta nadciągał
szary tłumek jakichś notabli i cywilów, podczas gdy z furty
klasztornej naprzeciw nim wyłaniał się długi sznur postępujących
kolejno jeden za drugim, ubranych na biało zakonników. Ich
monotonne łacińskie modlitwy, czy też śpiewy, stanowiły
niesamowite tło. Przed bramę zajechał jakiś samochód z trumną.
Trumna owinięta była biało-czerwoną flagą. Ktoś gdzieś położył
jakieś kwiaty. Był to dzień. 11 listopada….

|
| Portal
Grobu Zasłużonych. Fot. L.
Kordylewski |
Data ta, nie mówiła
mi wtedy dużo, bo
nie można
było o niej nawet wspomnieć. Wtedy nie wiedzieliśmy co stanie się
za niecały rok, że czeka nas słynny Październik 1956. Czasy
postalinowskie wymagały milczenia. Porozumiewano się bez słów.
Natomiast Kordylewski nieprzypadkowo wybrał tę datę zakazanego
Narodowego Święta na zorganizowanie publicznej
patriotyczno-religijnej ceremonii, w której - nieświadomi
konspiracji – uczestniczyli nawet uniwersyteccy oficjałowie.
Banachiewicz, twórca krakowianów, matematyk i astronom, jakże z
pozoru odległy od ponurej po-stalinowskiej atmosfery, stał się
pretekstem do tego by Kordylewski po raz któryś spłatał figla
narzuconemu nam reżimowi. Nawet biało-czerwona flaga miała rzekomo
jedynie zasłaniać uszkodzenia trumny…Wtajemniczeni świadomi byli
symboliki flagi w tym dniu. Narodowa
flaga jadąca przez Kraków 11 listopada była jednak na pewno
zaskoczeniem dla ówczesnych władz.
Także później, pod pretekstem neutralnych, zwykle naukowych i
“niepolitycznych” celów Kordylewski konsekwentnie realizował
pozornie niewinne inicjatywy, sterujące świadomość publiczną
przeciw znienawidzonej władzy. W późniejszych latach zasłynął
podobnie jako organizator spontanicznych “nielegalnych”
zgromadzeń dla pokazu przelotów sowieckich Sputników, podczas gdy
ku uciesze spontanicznie zgromadzonych tłumów nagle pojawiało się
na niebie spektakularnie błyskające amerykańskie Echo. W podobnie
konspiracyjny sposób, gdy NASA udostępniła mu jeden z pierwszych
kamieni z Księżyca, organizując pokaz tego eksponatu i
towarzyszących mu modeli, Kordylewski przystroił Krakowskie Muzeum
Geologiczne w amerykańskie emblematy i flagi, podczas gdy oficjalnie
tylko te czerwone były wtedy jedyną dozwoloną oznaką świątecznych
okazji. Wówczas rozjuszonym władzom udało się jednak zamknąć
księżycową wystawę. Natomiast Banachiewicz na Skałce pozostał.

|
Tekst
zawiadomienia o uroczystościach ku
czci Banachiewicza zaprojektowany przez K. Kordylewskiego
w kształcie
krzyża. |
Nie jest prawdą, że w roku 1955 Kordylewski “nie pytał nikogo o
zgodę”. Na pewno nie pytał o zgodę PZPR, ale całość
przedsięwzięcia przeniesienia zwłok Banachiewicza była planowana
w ścisłym porozumieniu z Krakowską Kurią i Przeorem Ojców
Paulinów. Bez zgody tychże autorytetów pochowanie Banachiewicza na
Skałce nie byłoby możliwe. Nie dowiemy się jakie kontakty miał
Kordylewski z krakowskimi kardynałami i biskupami, bo nigdy nic na
ten temat nie mówił, ale wiadomo, że później z Kardynałem
Karolem Wojtyłą łączyły go więzi wielkiego wzajemnego uznania.
Już jako Jan Paweł II przesłał z Watykanu osobiste kondolencje
dla rodziny na wieść o śmierci Kazimierza Kordylewskiego.
Wcześniej w Krakowie Kardynał Wojtyła wyrażał swe oburzenie na
skutek pozbawienia Kordylewskiego możliwości profesury.
W 1955 roku
Kordylewski nie pytał o
zgodę
reżymowego cenzora, kiedy w zaprzyjaźnionej “Drukarni
Związkowej” przy ul. Mikołajskiej - gdzie od lat wydawany był
Rocznik Astronomiczny - zamówił druk zawiadomień o uroczystościach
z okazji ponownego pogrzebu Banachiewicza na Skałce. Reżymowy
cenzor zaaprobował druk, ale Kordylewski jak zwykle miał wiele
satysfakcji gdy udało mu się “wyprowadzić go w pole”.
Pierwotnie zaproszenie miało bowiem mieć format klepsydry z
tradycyjnym krzyżem i literami “śp.” Zastrzeżono jednak, ze
nic co ma charakter religijny nie będzie mogło być publikowane.
Niepokorny Kordylewski znów postawił na swoim zanim ateistycznie
nastawione władze połapały się w fortelu: Wydrukowano i rozesłano
zawiadomienia, których tekst uformatowany był w kształcie
zakazanego przez władze krzyża! Nie zapomnę przekornych błysków
w oczach mojego ojca, gdy oznajmił nam, że “Udało się!”, bo
było już za późno by ktokolwiek zaprotestował, lub by post
factum
uniemożliwiono to, co zrobił.
Zawiadomienie nosi datę 12 listopada, wydane więc zostało
nazajutrz po przeniesieniu zwłok Banachiewicza. Banachiewiczowska
zasada stosowania “faktów dokonanych” jeszcze raz znalazła swe
zastosowanie w wykonaniu wiernego ucznia.
Pamiętam, ze
przedmiotem dyskusji było
też
pytanie, czy będzie uznane, że ceremonia na Skałce będzie miała
“zakazany” charakter religijny, czy też nie. Ostatecznie władze
zostały przekonane, że Panteon Narodowy w Krypcie Zasłużonych,
mimo że znajduje się pod
kościołem, nie jest przecież częścią budynku kościoła, który
jako niezależna budowla stoi na skalistym wzgórzu. Krypta, niczym
Smocza Jama pod Wawelem, stanowi więc osobny obiekt wykuty w skale i
ma jedynie charakter narodowy, a nie religijny. Analogicznie Zamek na
Wawelu władze uznawały zawsze za praworządny historyczny zabytek,
podczas gdy stojąca obok Zamku wawelska Katedra była “niepożądanym”
obiektem kultu religijnego. Pod tym pretekstem w końcu zaaprobowano
wydarzenie i nawet Uniwersytet mógł być na niej oficjalnie
reprezentowany. Wydawało się, że spokojnie i bez zgrzytów ze
strony ateistycznych władz może się na Skałce odbyć świecka
ceremonia uhonorowania sławnego astronoma. Tymczasem dyskretna
obecność rzeszy Paulinów, zaaranżowana przez Kordylewskiego,
zmieniła charakter wydarzenia. Paulini byli przecież “u siebie”
i było to całkiem naturalne, że byli na pogrzebie obecni.
Kordylewski znów spłatał figla władzy.

|
Wnętrze
krypty. Pierwszy po lewej
widoczny jest sarkofag Banachiewicza, wykonany przez
Ignacego Łuczywę
na zamówienie K. Kordylewskiego. |
Pozostaje jednak wciąż nieodpowiedziane pytanie, skąd
Kordylewskiemu przyszło do głowy by Banachiewicza, naukowca,
umieścić wśród artystów? Postaram się i tę tajemnicę
wyjaśnić.
Przede wszystkiem Kazimierz Kordylewski, wzorem Banachiewicza, nie
lubił utartych szlaków. Obaj w swych twórczych karierach
charakteryzowali się poszukiwaniem nowych, nowatorskich metod i
niekonwencjonalnych rozwiązań dla rozmaitych naukowych, a także
praktycznych, problemów. Każde rozwiązanie, które swą
odmiennością często szokowało przyzwyczajonych do rutyny, było
dla Kordylewskiego atrakcyjne i warte wysiłku. Jeśli miał jakiś
pomysł, który uważał za słuszny, zmierzał prostą drogą do
jego zrealizowania, nie bacząc na przeszkody. Wręcz przeciwnie,
wszelkie przeciwności, najbardziej trudne i niejednokrotnie
zniechęcające innych, mobilizowały go do ich pokonywania.
Wymyślanie sprytnych oryginalnych sposobów obchodzenia trudności
dawało mu wiele satysfakcji. Żartobliwie stwierdzał, ze ma
wielkie nabożeństwo do św. Rity, która uznawana jest za patronkę
od spraw niemożliwych. Ulubioną postacią fikcyjną, z której
czerpał wzorce, był Baron Műnchhausen, który słynął z
niemożliwych dokonań na przekór wszystkiemu, dla dobra sprawy.
Dlatego też brak związku Banachiewicza z narodowymi artystami nie
wydawał się Kordylewskiemu przeszkodą w zaliczeniu Mistrza do
grona Polaków wartych uhonorowania złożeniem jego szczątków w
Narodowym Panteonie. Co z tego, że nie było tam żadnego naukowca
tylko sami literaci i malarze? To Banachiewicz będzie tym pierwszym,
bo na to zasługuje.
Ze strony oponentów
przedsięwzięcia
pierwotnym
argumentem przeciwko pochowaniu Banachiewicza na Skałce był rzekomy
zabytkowy charakter krypty, która podobno zamknięta była na zawsze
dla przyszłych pochówków. Argumentowano, że nie ma tam już
miejsca dla nikogo. Tymczasem w grudniu 1954 r. zmarł Ludwik
Solski. I jednak pochowano go na Skałce, tuż za wejściem po
prawej. Na dodatek był pierwszym aktorem w tym gronie; aktora
jeszcze tam nie było. Więc czemu nie mógłby być astronom,
matematyk, naukowiec? Okazało się wkrótce, że też mógł, i
miejsce nawet się znalazło, naprzeciw Solskiego, przy wejściu po
lewej... Kordylewski znów cichcem dopiął swego. Zlecone przez
niego prace
kamieniarskie przygotowujące miejsce dla trumny Banachiewicza na
Skałce zostały wykonane pod pretekstem przeprowadzenia koniecznego
remontu dla założenia w krypcie ... centralnego ogrzewania.

|
Sarkofag
Banachiewicza z medalionem
wykonanym przez Walerego Hukana
na zamówienie K. Kordylewskiego. |
Pomysł Kordylewskiego, aby pochować zasłużonego naukowca wśród
artystów miał jeszcze jeden aspekt. Ojciec mój, który zawsze
miał niezaprzeczalne talenty “showmena” i zasłynął jako
lubiany popularyzator nauki, ubolewał nad tym, że artyści znajdują
poklask i uznanie dużo łatwiej niż naukowcy. Uczeni często
dochodzić muszą do sławy większym wysiłkiem i znaczniejszymi
wyrzeczeniami, niż artyści, którym sława przychodzi
niejednokrotnie niemal natychmiastowo. Łatwiejszy odbiór sztuki niż
nauki sprawia, że artyści są popularniejsi. Dlatego Kordylewski
pragnął, aby naukowcy dostępowali tego samego uznania co artyści,
a nie pozostawali w anonimowym cieniu.
Banachiewicz był dla
Kordylewskiego nie
tylko
osobistym wzorem i cenionym mistrzem. Mimo kontrowersji otaczających
osobę Banachiewicza za jego życia, Kordylewski doceniał
ponadczasową wagę opracowanych przez Banachiewicza Krakowianów.
Geniusz
Banachiewicza
polegał na znajdowaniu prostych zasad dla tłumaczenia
skomplikowanej rzeczywistości. Podobnie jak Kopernik, który
heliocentryzmem uprościł rozumienie ruchu planet, tak Banachiewicz,
tworząc rachunek krakowianowy uprościł macierze w matematyce,
otwierając tym doskonalsze metody dla geodezji i astronomii, a nawet
dla późniejszego rozwoju komputerów.
Patriotyczny odruch
Banachiewicza, który nadał swojemu wynalazkowi nazwę nawiązującą
do Krakowa był następnym ważnym powodem do uhonorowania go. Dzięki
Krakowianom Banachiewicz rozsławił bowiem Polskę i Kraków w skali
światowej nauki. Dlatego też Kordylewski uznał, że Kraków winien
należycie uhonorować Banachiewicza przyjęciem w poczet zasłużonych
Polaków.
Dokonany
przez
Kordylewskiego pochówek naukowca, astronoma i matematyka, wśród
zasłużonych polskich poetów i malarzy miał więc wymowne,
podwójne znaczenie
symboliczne.
Po pierwsze dla podkreślenia, że zasługi Nauki dla postępu i
rozwoju ludzkości są równie ważne jak Sztuki. Obecność
Banachiewicza na Skałce jest zamierzonym przez Kordylewskiego
symbolem
jedności Nauki i Sztuki.
Ponadto odprawienie uroczystego nabożeństwa przy grobie uczonego w
dobie propagowania ateistycznego "światopoglądu naukowego"
było także bardzo wymownym symbolicznym wydarzeniem, które nabiera
nowego światła z historycznej perspektywy. Religijny charakter
ceremonii złożenia zwłok uznawanego naukowca Banachiewicza w
krypcie Klasztoru Paulinów na Skałce wskazywał niezaprzeczalnie na
absurdalność
sztucznie podsycanego konfliktu pomiędzy Nauką i Religią.
|