Zrozumieć gwiazdy
czyli astrofizyka licealna
Ludwik Lehman
Wstęp
Jest wiele powodów, by starać się
zrozumieć gwiazdy korzystając wyłącznie z matematyki i fizyki licealnej.
Astrofizyka jest tą częścią fizyki, która często najbardziej interesuje uczniów.
Splatają się w niej - i to w fascynujący sposób - wszystkie działy fizyki. Jednak
podstawowe i najbardziej atrakcyjne zagadnienia astrofizyczne są zbyt trudne, by
omawiać je na poziomie precyzji porównywalnym z innymi działami fizyki. Wobec tego
nauczyciele stają przed trudnym wyborem: "machać rękami" snując opowieści
o gwiazdach czy też może pomijać te zagadnienia "z braku czasu". Celem
tego artykułu jest wskazanie alternatywy. Okazuje się, że z fascynująco pięknego
życia gwiazd można bardzo wiele zrozumieć tylko na podstawie fizyki licealnej (żadnych
całek i pochodnych!) i nie popadać przy tym w styl opowiastek o kosmosie.
Niniejsza praca powstała w ramach programu HANDS ON
UNIVERSE.
Gwiazdy ciągu głównego
Spróbujmy skonstruować najprostszy
model gwiazdy ciągu głównego i zobaczyć, co z niego wynika. Zakładamy, że
gwiazda jest ogromną kulą gazową w stanie równowagi. Wobec tego ciążenie działające
na każdą cienką warstwę musi być zrównoważone przez różnicę ciśnień. Jeśli
rozważymy warstwę o jednostkowej powierzchni i grubości Δ R (rys.1), to stosując
I zasadę dynamiki otrzymamy tzw. warunek równowagi hydrostatycznej:

gdzie g to przyspieszenie grawitacyjne w danym miejscu gwiazdy,
ρ gęstość gazu w tym miejscu, a p to ciśnienie. Przez duże R oznaczymy
promień gwiazdy.

Spróbujmy dokonać kilku prostych oszacowań. Niech p oznacza ciśnienie
w środku gwiazdy. Na "powierzchni" gwiazdy ciśnienie można praktycznie
przyjąć za równe zeru. Wobec tego opuszczając znaki przyrostu w równaniu (1) otrzymamy jakiś średni gradient ciśnienia w gwieździe:

Uwzględniając, że

oraz

otrzymujemy

Np. dla Słońca otrzymujemy z tych wzorów
p≈3.1014 Pa i ρ≈ 1,5 ton/m3
Ciśnienie w środku Słońca wynosi według standartowego modelu Słońca
4.1016 Pa. Z równania Clapeyrona mamy

gdzie Μ - średnia masa cząsteczki gazu, T - temperatura, a k
- stała Boltzmanna. Podstawiając tu wzory na p (4) i na ρ (3) uzyskujemy łatwo

Dla Słońca obliczamy z tego wzoru T ~ 107 K. Trzeba
pamiętać, że oszacowane w ten sposób temperatura i ciśnienie mają charakter
wartości średnich czy też charakterystycznych dla wnętrza gwiazdy. Dla porównania
rzeczywista temperatura w środku Słońca wynosi 1,5.107 K (według modelu
standartowego).
Z ostatniego wzoru uzyskujemy zależność

To bardzo ważne: iloczyn "średniej"
temperatury i promienia gwiazdy jest wprost proporcjonalny do jej masy! Tę ciekawą
zależność można jeszcze prościej otrzymać stosując twierdzenie o wiriale. Mówiąc
w skrócie: jeśli konfiguracja ma być stabilna, całkowita energia kinetyczna cząsteczek
musi być tego samego rzędu co grawitacyjna (dokładnie: grawitacyjna musi być co do
modułu 2 razy większa). Tak jest zresztą dla orbit kołowych. Twierdzenie o wiriale
można łatwo pojąć intuicyjnie. Jeśli bowiem energia kinetyczna części układu będzie
zbyt mała, to nastąpi kolaps. Jeśli będzie zbyt duża, to części się po prostu
rozbiegną w przestrzeni. Ponieważ całkowita energia kinetyczna cząsteczek gwiazdy
jest proporcjonalna do jej masy i temperatury, a grawitacyjna proporcjonalna do
kwadratu masy i odwrotnie proporcjonalna do promienia, zatem

i oczywiście otrzymujemy równanie (5).
Zauważmy, że z warunku równowagi
hydrostatycznej w ogóle nie wynika, że w gwieździe musi być jakiś gradient
temperatury. W istocie mogłyby istnieć izotermiczne kule gazowe, gdyby nie traciły
energii na promieniowanie! Jednak gwiazdy rzeczywiste tę energię tracą, i to w dużych
ilościach. Rozszerzmy zatem nasz prościutki model o dodatkowe założenia.
Przyjmijmy, że w centralnym stosunkowo niewielkim jądrze gwiazdy jest wytwarzana
energia (jej źródło jest w naszym modelu nieistotne). Ta energia musi zostać
przeniesiona przez całe wnętrze gwiazdy i do tego właśnie niezbędne są różnice
temperatur. Załóżmy, że transport energii odbywa się na drodze promienistej. Spróbujmy
zrozumieć, na czym ten transport polega. Rozpatrzmy dwie cienkie warstwy o
jednostkowym polu podstawy i grubości ΔR i różniące się temperaturą o
ΔT (rys. 2).

Załóżmy dodatkowo, że obie warstwy pochłaniają i promieniują
jak ciało doskonale czarne. Wobec tego gorętsza warstwa promieniuje więcej i przez
granicę obu warstw przepływa strumień promieniowania

Oczywiście wykorzystaliśmy prawo Stefana-Boltzmanna. Jeśli
interesują nas tylko zależności między parametrami, to możemy opuszczać w
dalszym ciągu wszelkie współczynniki liczbowe. Możemy zatem dla całej warstwy o
powierzchni 4πR2 napisać:

Wykonując działania w nawiasach zostawiliśmy tylko człon z
pierwszą potęgą ΔT, bo rozważamy cienkie warstwy, a więc i ΔT musi być
małe. Jednak, wbrew pozorom, warstwy nie mogą być w tym rozumowaniu zbyt cienkie,
bo nie będą się zachowywać jak ciała czarne! Optymalna grubość warstwy to
najmniejsza taka, przy której warstwa pochłania (prawie) całe promieniowanie. Określa
ją zależność

gdzie χ to współczynnik pochłaniania określony jako
stosunek energii promieniowania pochłanianej przez jednostkową objętość gazu o
jednostkowej gęstości do energii padającej. Za chwilę będzie jasne, że możemy równie
dobrze napisać po prawej stronie 10 zamiast 1, bo wszak już "wyparliśmy"
się współczynników liczbowych. Jeśli jedynkę ze wzoru (7)
podstawimy jako mianownik do prawej strony zależności (6), to
otrzymamy

Zależność (8) to nic innego jak znane w
astrofizyce równanie transportu promienistego z wszystkimi parametrami na właściwych
miejscach lecz bez współczynników liczbowych.
I znów spróbujmy podstawić
"globalny" gradient temperatury do zależności (8). Jeśli
wstawimy także wzór na gęstość (3), to otrzymamy zależność

Jeśli uwzględnimy zależność (5), to
otrzymamy piękny i ważny wzór

Ponieważ czas życia gwiazdy na ciągu głównym jest wprost
proporcjonalny do ilości paliwa czyli do jej masy, a odwrotnie proporcjonalny do jej
mocy promieniowania, zatem uwzględniając (9) mamy

Wykładnik "rzeczywisty" otrzymany przez autora z danych
zawartych w tabeli na stronie 339 znakomitej książki Kubiaka [1]
w zależności (9) wynosi 3,6 , a w (10) -2,4.
Jeśli przypomnijmy sobie niewiarygodnie "prostackie" założenia poczynione
wyżej, to wynik należy uznać za zadziwiająco dobry!
To jednak nie koniec. Przyjrzyjmy się
teraz "powierzchni" czy raczej fotosferze gwiazdy. Jeśli ma ona temperaturę
efektywną Te i powierzchnię 4πR2, to pamiętając o
prawie Stefana-Boltzmanna możemy na moc promieniowania gwiazdy napisać poniższą
zależność

Trzeba podkreślić, że temperatura T występująca powyżej ma
sens pewnej średniej czy też charakterystycznej temperatury wnętrza gwiazdy i
bynajmniej nie jest równa Te . Jednak dla gwiazd ciągu głównego można
założyć, że obie temperatury są do siebie wprost proporcjonalne (patrz DYGRESJA). Wobec tego wszędzie w naszych zależnościach możemy
zamiennie wstawiać Te za T i odwrotnie. Zatem z (11), (9) i (5) wynika, że

czyli

Teraz możemy napisać kilka niezwykle interesujących zależności
Te ~ M0,5 [0,5] (12)
R ~ M0,5 [0,7] (12b)
r ~ M-0,5 (12c)
L ~ Te6 [6,7] (12d)
W nawiasach kwadratowych podane zostały wykładniki
"rzeczywiste" uzyskane z danych z pozycji [1]. Dokładność
wzorów (12) jest wręcz porażająca, jeśli uzmysłowić sobie
niezwykle prymitywny sposób rozumowania, który do tych wyników doprowadził.
Ostatnia zależność jest niczym innym jak teoretycznym uzasadnieniem przebiegu linii
ciągu głównego na diagramie Hertzsprunga-Russella! Jeśli ograniczyć się do
gwiazd cięższych od Słońca, to wykładnik jest równy 6,1!! Takie ograniczenie ma
uzasadnienie, ponieważ w gwiazdach lekkich konwekcja, którą pominęliśmy w naszym
modelu, zaczyna grać istotną rolę w transporcie energii. Im lżejsza gwiazda, tym
bardziej konwekcyjne jest jej wnętrze (konsekwentnie nie zajmujemy się jądrem).
Wobec tego w tych gwiazdach temperatura fotosfery będzie wyższa niż wynikająca z
naszego modelu promienistego (dodatkowy sposób transportu energii), a więc przesuną
się one na lewo od teoretycznej linii ciągu głównego wieku zero. Tak też jest w
istocie!
Na końcu zwróćmy uwagę, że z
naszego modelu wynika, iż wszystkie wielkości ważne dla gwiazdy i jej życia
wyznacza tylko jeden parametr - jej masa. Rzecz jasna po cichu zakładaliśmy dotąd,
że skład chemiczny gwiazd jest taki sam. Ciekawe, że wiele wielkości
charakterystycznych dla gwiazdy praktycznie nie zależy od jej masy czyli są takie
same dla prawie wszystkich gwiazd ciągu głównego (oczywiście w granicach dokładności
naszego modelu). Do wielkości tych należą: ciśnienie, gradient temperatury,
przyspieszenie grawitacyjne. Oczywiście chodzi, jak cały czas, o wielkości średnie
czy też charakterystyczne.
Białe karły
W białych karłach równanie równowagi
hydrostatycznej (1) oczywiście obowiązuje, ale jest to już ciśnienie
gazu zdegenerowanego z powodu dużych gęstości. Elektrony, protony i neutrony są
fermionami tzn. obowiązuje je tzw. zakaz Pauliego: w jednym stanie może się
"pomieścić" tylko jedna cząstka. Podstawową trudnością fizyki
licealnej jest wyprowadzenie równania stanu gazu zdegenerowanego. Na szczęście można
to zrobić bardzo prosto, o ile pominie się współczynniki liczbowe.
Rozważmy jednostkowy sześcian wypełniony
gazem fermionowym o tak dużej gęstości i małej temperaturze, że zakaz Pauliego
odgrywa decydującą rolę. Cząstki wypełniają wtedy wszystkie możliwe stany
energetyczne aż do pewnego pędu pF zwanego pędem Fermiego. Stany o pędzie
większym od pF są niezajęte (ściśle mówiąc jest tak tylko w zerowej
temperaturze). Jaki jest pęd Fermiego w naszym pudle, jeśli jest tam N cząstek?
Ponieważ "zajęte" są wszystkie równoodległe od siebie wartości pędów
od 0 do pF, a są 3 niezależne osie pędów, więc

Chcemy wiedzieć, od czego zależy ciśnienie
gazu zdegenerowanego. Wyobraźmy zatem sobie, że jedna ze ścianek naszego sześcianu
jest tłokiem i przesuwamy go o Δx ściskając gaz (rys. 3).

Musimy przy tym działać pewną siłą F, więc zasadne jest
pytanie, na co "poszła" wykonana przez nas praca. Oczywiście została zużyta
na przyrost energii cząstek. Te które były w objętości 1Δx, przeszły do
pozostałej części sześcianu. Ale tam wszystkie stany poniżej pędu Fermiego były
już zajęte! Wobec tego wszystkie one po ruchu tłoka mają pęd pF (ściślej
mówiąc ich pęd jest zawarty w przedziale [pF, pF+Δp])!
Ponieważ wcześniej miały średnio energię y.pF2/(2μ),
gdzie y jest liczbą z przedziału (0,1), więc średnio każda z nich uzyskała
energię (1-y).pF2/(2μ). Zatem wzór na pracę możemy
przekształcić następująco pamiętając, że "przesuniętych" cząsteczek
jest NΔx, i że pomijamy współczynniki liczbowe:

Czyli uwzględniając wzór (13) możemy napisać

Zwróćmy uwagę, że ciśnienie jest odwrotnie proporcjonalne do
masy cząsteczki. Zatem to nie "masywne" protony, ale leciutkie elektrony
powstrzymują ogromną grawitację białych karłów! Najbardziej dla nas istotne jest
to, że ciśnienie zdegenerowanego gazu nierelatywistycznego jest wprost
proporcjonalne do gęstości w potędze 5/3.

Przy ogromnych gęstościach pęd
Fermiego staje się tak duży, iż trzeba stosować relatywistyczny wzór na energię
kinetyczną, i tylko to zmienia się w powyższych rozważaniach. Odnotujmy zatem, że
w przypadku skrajnie relatywistycznym

W tym przypadku ciśnienie jest wprost proporcjonalne do masy cząstek,
a to znaczy, że protony i neutrony odzyskują należną im przewagę. W przypadku
skrajnie relatywistycznym ciśnienie jest proporcjonalne do gęstości gazu w potędze
4/3

Zwróćmy jeszcze uwagę na to, że ciśnienie gazu zdegenerowanego
praktycznie nie zależy od temperatury (oczywiście tylko przy odpowiednio niskich
temperaturach).
Możemy teraz zastosować zależność
(14) do białych karłów. Przypomnijmy, że ze związku (4) mamy

Porównując to z (14) i podstawiając wzór na
gęstość (3) otrzymujemy natychmiast

i podstawiając to do (3)

Z tych związków wypływają ważne wnioski. Otóż wraz ze
wzrostem masy białego karła jego promień maleje! Oznacza to, że silnie rośnie
jego gęstość. Nie wynika z tych zależności żadna sytuacja graniczna. Trzeba
jednak pamiętać, że przy wzroście gęstości rośnie pęd Fermiego (13)
i najpierw elektrony, a potem nukleony stają się relatywistyczne.
Rozważmy więc przypadek skrajnie
relatywistyczny. Przypomnijmy sobie "uśredniony" warunek równowagi
hydrostatycznej (2). Po podstawieniu do prawej strony związków (3), a do lewej (15) otrzymujemy

Teraz zauważamy pojawienie się czegoś dziwnego. Faktycznie, zależność
od promienia się upraszcza i zostaje jakiś "wzór" na masę. Żeby rozjaśnić
sens tej zależności, musimy "przypomnieć" sobie współczynniki liczbowe,
które do tej pory konsekwentnie pomijaliśmy. Wobec tego zapiszmy związek (18) bardziej precyzyjnie:

gdzie a jest pewną nieznaną nam liczbą. Wobec tego po
uproszczeniu

Czyżby równowaga w przypadku skrajnie relatywistycznym była możliwa
wyłącznie przy jednej wartości masy gwiazdy? W naszym prymitywnym modelu tak
rzeczywiście jest, ale ostrożnie z wnioskami! Przyjrzyjmy się jeszcze raz związkowi
(19). Człon po lewej stronie pochodzi od gradientu ciśnienia
gazu, a po prawej - od grawitacji. Jeśli gradient ciśnienia gazu byłby większy od
siły ciążenia warstwy o jednostkowym polu podstawy, to nastąpiłoby "rozdęcie"
gwiazdy i zmniejszenie gradientu aż do zrównoważenia się obu sił (przy spadku gęstości
cząstki stałyby się nierelatywistyczne). Jeśli natomiast większe jest ciążenie,
nastąpi kolaps grawitacyjny. Przy masie większej niż wynikającej z warunku (20) prawa strona równania (19) jest zawsze większa
od lewej. To znaczy, że grawitacja jest zawsze większa od gradientu ciśnienia. Krótko
mówiąc: biały karzeł o masie większej niż wyrażonej wzorem (20)
istnieć nie może! W ten sposób otrzymaliśmy słynną granicę Chandrasekhara. W
dokładniejszych obliczeniach otrzymuje się następujący wynik

gdzie MS to masa Słońca.
I znów, podobnie jak w przypadku
gwiazd ciągu głównego, nasz prymitywny model przy wszystkich swoich uproszczeniach
daje niezły obraz podstawowych zależności w świecie białych karłów.
Czarne dziury
Czarne dziury budzą ogromne
zainteresowanie dzieci i młodzieży. Niestety - ogólna teoria względności jest
stanowczo zbyt trudna, by można ją było choćby w bardzo okrojonej wersji
przedstawiać w szkole. Nauczycielom pozostaje tylko "opowiadanie" o
czarnych dziurach bez ścisłego rozumowania i bez jakichkolwiek rozważań ilościowych.
Jednak chyba jest rozsądna
alternatywa. Nazwijmy ją roboczo "newtonowskim" modelem czarnych dziur [2]. W tym modelu zakładamy znajomość zwykłej newtonowskiej
grawitacji i elementów szczególnej teorii względności, czyli to, co jest w
szkolnych programach fizyki. Zobaczmy, co można z pomocą takiego modelu zrobić.
Zadajmy pytanie: jaką masę i jaki
promień musiałby mieć kulisty obiekt o tak silnej grawitacji, żeby nie mogło go
opuścić nawet światło (foton)? Zakładamy przy tym i w całym naszym modelu, że
foton oddziałuje grawitacyjnie tak samo jak inne cząstki. Warunkiem na "uwięzienie"
światła jest, by energia kinetyczna fotonu była mniejsza od grawitacyjnej. Sytuację
graniczną opisuje więc równanie:

gdzie m to relatywistyczna masa fotonu. Oczywiście równanie to
dotyczy każdego ciała, nie tylko fotonu! Stąd możemy napisać warunek na promień
czarnej dziury czyli tzw. promień grawitacyjny

Z tego wzoru wynika, że teoretycznie czarną dziurą mogłoby być
ciało o dowolnej masie, byleby jego promień był zgodny z powyższym warunkiem.
Oczywiste jest teraz, że żadna cząstka nie może oddalić się od czarnej dziury do
nieskończoności. Żeby opisać inną fascynującą własność czarnych dziur, rozważmy
następującą sytuację. Oto z miejsca o potencjale grawitacyjnym Φ wysyłany
jest foton (światło o częstotliwości ν). Foton ten dociera do odległego
miejsca, gdzie potencjał grawitacyjny jest już praktycznie równy zeru (to założenie
nie jest konieczne, ale trochę upraszcza rachunki). Stosując zasadę zachowania
energii można napisać

gdzie h to stała Plancka. Widzimy, że odległy obserwator
odbierze światło o innej, mniejszej częstotliwości (ν0) niż zostało
wysłane. Jest to tzw. grawitacyjne poczerwienienie światła. Jeśli wstawimy do (23) wzór na masę relatywistyczną fotonu

to otrzymamy

Pamiętając, że okres drgań T jest odwrotnie proporcjonalny do
częstotliwości, możemy przekształcić ten wzór do postaci

Ale okres to przecież czas! Powyższy wzór mówi nam, że gdy między
wysłaniem dwóch grzbietów fali upływa czas T, to w miejscu odebrania tych grzbietów
upływa inny czas T0! W ten sposób możemy się przekonać, iż pole
grawitacyjne spowalnia bieg czasu według wzoru

Mamy t < t0, ponieważ Φ jest ujemne. Im
silniejsze pole ciążenia (im większa wartość bezwzględna Φ), tym mniejszy
jest czas t w porównaniu z t0. Wzór (25) uzyskuje się
także w ogólnej teorii względności w przybliżeniu słabych pól. W ramach naszego
modelu newtonowskiego nie musieliśmy wcale zakładać, że pola są słabe.
Zastosujmy zatem wzór (25) do powierzchni czyli tzw. horyzontu
czarnej dziury. Na horyzoncie potencjał grawitacyjny wynosi

Po podstawieniu tego do wzoru (25) uzyskujemy
fascynujący wynik! Gdy zbliżamy się do horyzontu, czas t dąży do zera przy
ustalonym t0 !! Lub - co na jedno wychodzi - czas mierzony w odległym
miejscu dąży do nieskończoności przy ustalonym, choćby najkrótszym czasie w
pobliżu horyzontu!
Czy oznacza to, że dla astronauty
spadającego na czarną dziurę czas płynie coraz wolniej zastygając aż do zera
przy przecięciu horyzontu? Tak, ale tylko w porównaniu do czasu dalekiego
obserwatora. Sam astronauta spadając swobodnie nie zauważyłby żadnego zakłócenia
w przepływie czasu. Czy w takim razie ten dawno rozszarpany przez ogromne siły pływowe
czarnej dziury astronauta będzie już do końca świata widoczny? Przecież, gdy u
niego mija, powiedzmy, sekunda, u nas na Ziemi na przykład milion lat! Niestety, albo
i na szczęście, z tych samych powodów, dla których spowalnia swój bieg czas, światło
ma coraz większe kłopoty z dotarciem od astronauty do nas. W efekcie znika on bardzo
szybko z naszego pola widzenia. Jednak w ostatnim momencie przed przecięciem
horyzontu astronauta teoretycznie może zobaczyć całą przyszłość Wszechświata [3], bowiem światło z całego Kosmosu dociera do niego bez przeszkód.
Efekt spowolnienia czasu aż do zera na horyzoncie wynika z ogólnej teorii względności
i doprawdy dziwne jest, że nasz tak prosty, że aż prostacki model potrafi to
odtworzyć.
Są jednak pewne koszty, które
trzeba zapłacić. Model newtonowski nieprawidłowo opisuje najbardziej intrygujące
cechy czarnych dziur i może też wprowadzać w błąd. Np. w ramach tego modelu cząsteczki
mogą wyskakiwać z wnętrza czarnej dziury ponad horyzont, choć muszą spaść z
powrotem. W prawdziwych czarnych dziurach horyzont można przekraczać tylko w jedną
stronę. Nawet nasz wzór na promień grawitacyjny (22) jest
nieprawdziwy. Prawidłowy, wynikający z ogólnej teorii względności wzór wygląda
następująco:

Jak widać, różni się od
newtonowskiego tylko dwójką. Dość często różni autorzy próbują zależność (26) "wyprowadzić" z popularnego wzoru na drugą prędkość
kosmiczną:

Rzeczywiście, jeśli przyjąć, że
druga prędkość kosmiczna na horyzoncie czarnej dziury ma wynosić c, to ze wzoru (27) natychmiast wynika równość (26). Jednak
to postępowanie nie jest fair. Przecież żeby wyprowadzić wzór (27),
trzeba użyć newtonowskiego wzoru na energię kinetyczną, a to z pewnością nie
jest dozwolone dla prędkości światła, co każdy uczeń wiedzieć powinien! Poza
tym, w przeciwieństwie do określenia (22), z równania (27) nie da się w ramach fizyki szkolnej wyciągnąć tak interesujących
konsekwencji.
Umięjętność konstruowania modeli
na podstawie posiadanej wiedzy i wyciągania z nich interesujących wniosków jest -
zdaniem autora - znacznie ważniejszym celem nauczania niż samo wyuczenie się właściwych
wzorów, jeśli nic z nich ciekawego dla ucznia nie wynika.
Trudno też uniknąć porównania
newtonowskiego modelu czarnych dziur z modelem atomu Bohra. Oba opisują tylko pewne
aspekty zagadnień, które opisać chcą, i oba dają fałszywy obraz wielu innych
aspektów tych zagadnień. Jednak - zdaniem autora - opisany wyżej model ma nad
modelem Bohra przynajmniej jedną dydaktyczną przewagę. Po prostu nie jest sprzeczny
z już posiadaną przez uczniów wiedzą.
Ludwik Lehman
(Kodowanie html: Dorota Kozieł)
DYGRESJA
Założenie o proporcjonalności T do Te wydaje się
co prawda naturalne, ale wcale nie jest banalne. Autorowi jak dotąd nie udało się
tego pokazać w ramach fizyki licealnej. Oto jedna z prób. Zakładamy, że
powierzchnia gwiazdy jest w miejscu, gdzie ciśnienie gazu zrównuje się ze względnie
stałym ciśnieniem przestrzeni międzygwiazdowej. Wtedy z równania Clapeyrona
wnioskujemy, iż Te ~ ρ-1 ~ R3/M ~ R3/(TR)
~ R2/T, czyli Te×T ~ R2. Skorzystaliśmy tu z równań
(3) i (5). Z (9) i (11) mamy T3R3 ~ M3 ~ Te4R2
. Czyli T3R ~ Te4. Podnosząc to do kwadratu i
jeszcze raz korzystając z (5) uzyskujemy T6TTe~Te8,
a więc oczekiwane Te~T. Jednak w tym rozumowaniu "po cichu"
założyliśmy, że gęstość fotosfery jest proporcjonalna do gęstości średniej
|
BIBLIOGRAFIA
[1] M. Kubiak "Gwiazdy i materia międzygwiazdowa", PWN
Warszawa 1994
[2] L. Lehman "O czarnych dziurach bez ogólnej teorii względności",
Fizyka w Szkole 1988,s.222
[3] M. Begelmann, M. Rees "Ta siła fatalna" Prószyński
i Ska, Warszawa 1999
|