50 lat zaćmień U
Geminoru
Nowe
karłowate stanowią
podklasę gwiazd
kataklizmicznych. Są
to ciasne układy podwójne
składających się z białego
karła zwanego składnikiem
pierwotnym oraz gwiazdy
ciągu głównego zwanej
składnikiem wtórnym.
Charakteryzują się
gwałtownymi pojaśnieniami
zwanymi wybuchami i
superwybuchami, za które
odpowiedzialna jest struga
materii spływająca ze
składnika wtórnego na
składnik pierwotny. Materia
ta nie opada bezpośrednio na
białego karła, lecz ze
względu na niezerowy moment
pędu wynikający z ruch
orbitalnego obu składników,
tworzy dysk akrecyjny.
|
Krótka historia U
Geminorum
Na początku lat 60-tych XX wieku Wojciech
Krzemiński odbywał praktykę w
amerykańskich obserwatoriach Licka i
Lowella. Z wykorzystaniem nowoczesnych,
jak na ówczesne lata, urządzeń Krzemiński
prowadził dokładne pomiary jasności nowych
karłowatych. Dnia 4 grudnia 1961 roku
Wojciech Krzemiński wykonał obserwacje U
Geminorum, które pokazały wyraźne
zaćmienia powtarzające się z okresem 4
godzin, 14 minut i 45 sekund i
jednoznacznie dowiodły istnienia układu
podwójnego.
Pierwotny
model Krzemińskiego tłumaczył
obserwowaną krzywą zmian blasku
nierównomiernie świecącą powierzchnią
białego karła, co spowodowane było
wypływającą ze składnika wtórnego strugą
materii, która rozbijała się o
powierzchnię składnika pierwotnego i
rozgrzewała ją w miejscu zderzenia.
Model ten nie przeszedł pozytywnej
weryfikacji, gdy okazało się, że w
przypadku U Geminorum to nie biały
karzeł jest zaćmiewany.
Poprawny
model
układu został podany przez Józefa
Smaka, który do układu podwójnego
zawierającego białego karła i
wypełniającą powierzchnię Roche'a
gwiazdę ciągu głównego dołożył
dysk akrecyjny i tzw. „gorącą
plamę”, czyli miejsce, w którym
akreowana materia zderza się z
dyskiem. To właśnie wyłanianie się
„gorącej plamy” zza dysku oraz jej
zaćmienie przez składnik wtórny
było odpowiedzialne za nietypowy
wygląd krzywej zmian blasku U
Geminorum.
|
Joanna
Mikołajewska wraz z głównymi
bohaterami konferencji
Wojciechem Krzemińskim i Józefem
Smakiem, którzy otrzymali od
dyrektora Centrum
Astronomicznego im. Mikołaja
Kopernika listy gratulacyjne i
piękne wydania „De
revolutionibus orbium
coelestium”.
|
Jak
świętowano 50 lat U Geminorum w CAMK
Korzystając z okrągłej 50-tej
rocznicy tych wydarzeń oraz z faktu, że
jej główni bohaterowie, czyli Wojciech
Krzemiński i Józef Smak znajdowali się w
Polsce, w dniu 5 grudnia 2011 roku odbyło
się uroczyste kolokwium poświęcone
gwiazdom kataklizmicznym. Jubileuszowe
kolokwium zostało zorganizowane przez
Centrum Astronomiczne im. Mikołaja
Kopernika PAN w Warszawie, a w skład
lokalnego komitetu organizacyjnego
wchodzili Joanna Mikołajewska, Arkadiusz
Olech, Karolina Bąkowska i Magdalena
Otulakowska-Hypka. Na konferencję przybyło
36 osób z całej Polski, wśród których byli
astronomowie CAMK z Warszawy i Torunia,
Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu
Warszawskiego, Poznańskiego, Toruńskiego i
Krakowskiego, członkowie Polskiego
Towarzystwa Miłośników Astronomii oraz
Młodzieżowego Obserwatorium
Astronomicznego w Niepołomicach.
Otwarcia konferencji dokonał
dyrektor Centrum Astronomicznego Marek
Sarna, który serdecznie pogratulował
Wojciechowi Krzemińskiemu i Józefowi
Smakowi ogromnego wkładu w badania nad
gwiazdami kataklizmicznymi. Obaj
bohaterowie konferencji otrzymali z rąk
dyrektora listy z gratulacjami podpisane
przez wszystkich członków konferencji oraz
eleganckie, wzorowane na oryginale księgi
„De revolutionibus orbium coelestium”
(czyli „O obrotach sfer niebieskich”)
Mikołaja Kopernika.
Pierwszy referat pt. „Odkrycie
zaćmień U Geminorum” wygłosił Wojciech
Krzemiński, który dokładnie opowiedział,
jak tej wyjątkowej nocy 4 grudnia 1961
roku wyglądały jego obserwacje, jaką
tajemnicę stanowiły dla niego niespotykane
dotąd zaćmienia obserwowane w krzywych
zmian blasku. Kolejnym referatem był
„Model U Geminorum” zaprezentowany przez
Józefa Smaka, który opowiedział, jak z
obserwacji wykonanych przez Wojciecha
Krzemińskiego wyłaniał się w kolejnych
latach pełny i prawidłowy aż do dziś model
gwiazd nowych karłowatych. Następnie
Wojciech Dziembowski w przemówieniu pt.
„Okiem obserwatora” opowiedział, jakim
pracownikiem i przyjacielem jest Wojciech
Krzemiński. Kolejne przemówienia Marka
Sarny pt. „Układy po wspólnej otoczce”
oraz Michała Różyczki pt. „Hydrodynamiczne
modele układów kataklizmicznych”
przedstawiły tematykę gwiazd
kataklizmicznych i ich modeli od początku
ich powstawania w latach 70-tych, aż po
stan dzisiejszy.
Józef Smak
wraz z uczestnikami konferencji
podczas prezentacji filmu z
rejsu „Podhalaninem” do Brighton
na konferencję Międzynarodowej
Unii Astronomicznej w 1970 roku.
|
Po przerwie obiadowej został
wyświetlony film z 1970 roku
przedstawiający wyprawę polskich
astronomów na Zjazd Międzynarodowej Unii
Astronomicznej. Na pokładzie maleńkiego
stateczku „Podhalanin” Wojciech Krzemiński
i Józef Smak wraz z kolegami podróżowali
pośród sztormów, by dotrzeć do Brighton na
konferencje. W drugiej części konferencji
przedstawione zostały referaty Aleksandra
Schawarzenber-Czerny pt. „Spektroskopia
gwiazd kataklizmicznych”, Macieja
Mikołajewskiego „V1500 Cyg – Nowa Cygni
1975”, Bożeny Czerny „Mikrokwazary a
układy kataklizmiczne: podobieństwa,
różnice i nauki z nich płynące”, Janusza
Kałużnego pt. „Gwiazdy kataklizmiczne w
gromadach kulistych” oraz Radosława
Poleskiego pt. „Gwiazdy kataklizmiczne w
danych projektu OGLE”. Konferencja
zakończyła się uroczystą kolacją, podczas
której wszyscy uczestnicy mieli okazje
wymienić się wspomnieniami oraz omówić
aktualnie realizowane tematy z zakresu
gwiazd kataklizmicznych.
W imieniu organizatorów pragnę
podziękować wszystkim uczestnikom za tak
liczne przybycie oraz wyjątkową atmosferę
podczas konferencji, a także Centrum
Astronomicznemu im. Mikołaja Kopernika za
pomoc w zorganizowaniu konferencji.
31 stycznia 2012
Karolina
Bąkowska
Nieudana
misja sondy Fobos-Grunt
|
Sonda
Fobos-Grunt
|
15 stycznia rosyjska sonda kosmiczna Fobos-Grunt
spaliła się w atmosferze ziemskiej nad
południowym Pacyfikiem, po wcześniejszej
awarii i utracie kontaktu radiowego z
Ziemią. Główny celem misji, która
rozpoczęła się 8 listopada 2011, było
lądowanie sondy na Fobosie
(jednym z dwóch niewielkich satelitów
Marsa) i pobranie próbek jego gruntu,
ich analiza, a następnie -
przetransportowanie ich z powrotem na
Ziemię. Do innych zadań Fobos-Grunt
należały m.in. dostarczenie na orbitę
Marsa chińskiej sondy badawczej Yinghuo-1,
zbadanie własności ruchu orbitalnego i
własnego Fobosa i pochodzenia obu
księżyców Marsa, oraz - analiza zmian
klimatycznych w atmosferze i na
powierzchni Marsa. Yinghuo-1
miał być pierwszym chińskim próbnikiem
lądującym na Czerwonej Planecie. W
zamierzeniu miał okrążać Marsa przez
okres dwóch lat i w tym czasie badać
jego powierzchnię, atmosferę, jonosferę
i zmiany w rozkładzie pola magnetycznego
planety. Z kolei sam lądownik
Fobos-Grunt miał pozostać na Fobosie i
również jak najdłużej obserwować Marsa.
Sonda Fobos-Grunt została wyniesiona
w Kosmos z Bajkonuru (Kazachstan) przez
rosyjską rakietę nośną Zenit-2SB41.
W 11 minut po udanym starcie sonda odłączyła
się od drugiego stopnia rakiety i poprawnie
weszła na okołoziemską orbitę parkingową. Po
przesłaniu na Ziemię informacji o
prawidłowym stanie wszystkich urządzeń
pokładowych sonda miała sama odpalić własne
silniki i skierować się w stronę Marsa
(dotarcie na marsjańska orbitę planowano na
9 października 2012). Niestety, manewry te
nie powiodły się. Co więcej, Fobos-Grunt
nie nawiązał już ponownie kontaktu z centrum
kontroli na Ziemi. Co prawda pod koniec
listopada łączność została nawiązana, ale
nie udało się przejąć kontroli nad
próbnikiem. Z początkiem grudnia 2011 roku Europejska
Agencja Kosmiczna zadecydowała o
przerwaniu misji.
Z naszego, polskiego punktu widzenia
największą stratą związaną z niepowodzeniem
misji jest strata polskiego instrumentu
obecnego na jej pokładzie. CHOMIK,
polski próbnik geologiczny, miał wgryźć się
w grunt Fobosa i pobrac jego próbki, czyli
wypełnić jedno z podstawowych zadań sondy.
Pobrany materiał zamierzano
przetransportować na Ziemię w specjalnej
kapsule powrotnej. CHOMIK został
zaprojektowany i wykonany w Laboratorium
Mechatroniki i Robotyki Satelitarnej Centrum
Badań Kosmicznych PAN w Warszawie.
Źródło: www.russianspaceweb.com
| Elżbieta
Kuligowska
31 stycznia 2012
Zmarł prof. Roman
Juszkiewicz
|
prof. Roman
Juszkiewicz
1952-2012
|
W sobotę,
28 stycznia w szpitalu im. Św. Anny w
Piasecznie po długiej i ciężkiej chorobie
zmarł prof. Roman Juszkiewicz - jeden z
najwybitniejszych polskich astrofizyków i
kosmologów. Naukowiec zajmował się m.in.
teorią powstawania galaktyk,
niestabilności grawitacyjnej i
mikrofalowego promieniowania tła. Miał 60
lat.
Roman Juszkiewicz urodził się w Warszawie,
w 1952 roku. Astronomię studiował na
Uniwersytecie Moskiewskim im. Michaiła
Łomonosowa, był uczniem prof. Jakowa
Zeldowicza. Doktorat obronił na
Uniwersytecie Warszawskim w 1981 roku.
W latach 1984 -1986 pracował na University
of Cambridge i University of Sussex, a w
latach 1986-1987 na Uniwersytecie
Kalifornijskim w Berkeley. Później
związany był również z Princeton
University - jako pracownik w okresie 1987
-1989, a później także jako członek
Institute for Advanced Study (1989 -1991).
Pracował również w Institut
d'Astrophysique de Paris i Université de
Genève.
Habilitował się na Uniwersytecie
Warszawskim w 1997 roku. Tytuł profesora
nauk fizycznych otrzymał w sierpniu 2003
roku. Od 1981 roku do śmierci astronom
pracował w warszawskim Centrum
Astronomicznym im. Mikołaja Kopernika PAN,
a od 2000 roku wykładał także na
Uniwersytecie Zielonogórskim.
Źródło: Astronomia.pl
Felieton prof. Romana Juszkiewicza dla Polityki
ze stycznia 2011.
29 stycznia 2012
Pogrzeb profesora Romana Juszkiewicza
odbędzie się 8 lutego (w środę) o godzinie
14:00, na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w
Warszawie.
30 stycznia 2012
Orion
Kolejna szansa na zorzę
Po
wybuchu 19 stycznia cząsteczki z
koronalnych wyrzutów materii uderzyły w
ziemskie pole magnetyczne nad ranem 22
stycznia o godz. 07:17 czasu polskiego,
zbyt późno na obserwacje dla większości
europejskich miłośników, bo Słońce powoli
zaczynało wschodzić.
Tylko niewielka część chmury elektronów,
protonów i jonów "dosięgnęła" Ziemi, ale
wystarczyło to, by mieszkańcy Laponii
Szwedzkiej, północnej Norwegii i Kanady
mogli podziwiać piekna zorzę. Wokół Ziemi
zaczął wiać gęsty wiatr słoneczny, który
dał nadzieję na zobaczenie zorzy w
przeciągu następnych nocy.
23 stycznia nad ranem na Słońcu nastąpił
kolejny rozbłysk. Naładowane cząstki pędzą
w kierunku Ziemi z prędkością ok.
2200km/s. Szanse na podziwianie zorzy w
Polsce rosną.
Zorza w APODzie:
http://apod.pl/apod/ap120124.html
Strony, na których można śledzić pogodę
kosmiczną i aktywność Słońca:
http://rwc.cbk.waw.pl/
http://spaceweather.com/
24 stycznia 2012
Orion
AURORA
ALERT w Polsce
|
Heliophysics System
Observatory (HSO) to zbiór
satelitów. Rysunek pokazuje
obecnie działające i
przyszłe misje badające
m.in. wyrzuty koronalne, wiatr
słoneczny, pole magnetyczne
Ziemi i in. Źródło: NASA
|
Wczoraj 19
stycznia doszło do rozbłysku w obszarze
aktywnym AR 11401 na Słońcu. Zjawisko
miało miejsce około godziny 17:00 naszego
czasu i było związane z tzw. rozbłyskiem
długotrwałym klasy M3 wg klasyfikacji
GOES. W stowarzyszonym zjawisku CME
(coronal mass ejection - koronalne wyrzuty
materii) w przestrzeń międzyplanetarną
wyrzucona została materia koronalna
poruszająca się w kierunku Ziemi. Analizy
wykonane na podstawie obserwacji
satelitarnych (satelitów bliźniaczych NASA
o nazwie STEREO) w Goddard Space Flight
potwierdzają możliwość wystąpienia silnych
burz magnetycznych na Ziemi związanych z
tym wyrzutem.
Fala uderzeniowa dotrze do naszej planety
najprawdopodobniej w sobotę
późnym wieczorem około godziny
23:30 (+/- 7 godzin). Może wywołać to
powstanie zorzy polarnej. Tzw. aurora
("światła północy") będzie
najprawdopodobniej widoczna nawet w
Polsce. Zjawisko rozegra się nisko nad
północnym horyzontem.
Zjawisko
zorzy polarnej powstaje na skutek
oddziaływania wiatru słonecznego z ziemską
magnetosferą. Zorza pojawia się na
wysokości ok. 80 kilometrów lub powyżej
nad powierzchnią Ziemi, gdzie dochodzi do
emisji fotonów przez wzbudzone atomy tlenu
i azotu. Elektrony w tych pierwiastkach
podlegają deekscytacji na niższe poziomy
energetyczne emitując w tym procesie
fotony. Za wzbudzenia elektronów w atomach
lub wręcz ich jonizację odpowiedzialny
jest wiatr słoneczny.
Cząsteczki wiatru słonecznego obdarzone
ładunkiem elektrycznym sterowane są przez
pole magnetyczne naszej planety, a
następnie przyśpieszane. Atomy tlenu
podczas deekscytacji emitują fotony w
kolorze zielonym
lub czerwono-brunatnym
(zależnie od ilości zaabsorbowanej
energii) natomiast azot
odpowiedzialny jest za emisję fotonów w
kolorze niebieskim
(zjonizowany atom azotu przechwytuje
elektron w procesie rekombinacji) lub czerwonym
(przejście elektronu do niższego stanu
energetycznego w atomie azotu). Te same
elektrony wiatru słonecznego, które
powodują powstawanie świecenia ziemskiej
atmosfery odpowiedzialne są również za
powstawanie promieniowania radiowego w
zakresie od 100 do 500 kHz. Obserwując z
Ziemi jesteśmy w stanie zauważyć podobnie
wywołaną emisję również na innych
planetach (Jowisz, Saturn, Uran, Neptun).
Czy można
usłyszeć zjawisko zorzy polarnej bez
anteny radiowej i sztucznej transformacji
sygnału na falę akustyczną? Zdania są
podzielone. Istnieje wiele raportów
naocznych świadków, którzy potwierdzają,
że słyszeli dźwięki (trzaski, syczenie
itp.) skorelowane ze zmianami świecenia
zorzy polarnej. Trudno badać ten fenomen,
bo występuje na niewielkim obszarze w
okolicach biegunów Ziemi, a ponadto
dochodzi do niego tylko podczas bardzo
intensywnych zórz polarnych. Nieznany jest
mechanizm, który mógłby dokonać takiej
konwersji. Poza tym pamiętajmy, że
zjawisko zorzy zachodzi kilkadziesiąt
kilometrów nad powierzchnią Ziemi, więc
opóźnienie dźwięku w stosunku do zmian
blasku zorzy powinno być na poziomie
conajmniej kilku minut. Nie ma w chwili
obecnej zadowalającego wytłumaczenia tego
zjawiska.
Zachęcamy do obserwacji!
więcej tutaj:
http://www.nasa.gov/mission_pages/sunearth/news/News011912-M3.2flare-cme.html
Taniec
zorzy nad Norwegią -
APOD, 23 listopad 2010
20 stycznia 2012, (zmiany 24 stycznia)
Sebastian
Soberski
Nowa odsłona
słownika astronomicznego Polskiego
Towarzystwa Astronomicznego
Polskie
Towarzystwo Astronomiczne opracowuje
słownik terminów astronomicznych i
związanych z kosmosem. Wraz z
portalem Money.pl udostępniło właśnie nową
wersję leksykonu - nieodpłatnie dla
wszystkich internautów.
Słownik zawiera ponad 700 haseł. Są to
m.in. wyjaśnienia różnych terminów
astronomicznych, informacje o
gwiazdozbiorach, planetach, księżycach, a
także krótkie biogramy astronomów polskich
i zagranicznych.
Internetowy
leksykon terminów astronomicznych jest
tworzony przez Polskie Towarzystwo
Astronomiczne (PTA) od 2002 roku i można z
niego korzystać pod adresem http://leksykon.pta.edu.pl.
PTA zdecydowało się udostępnić zasoby
słownika także portalowi Money.pl, do
nowego działu naukowo-technicznego tego
portalu.
"Do tej pory
rozwijaliśmy słownik na potrzeby naszego
portalu Orion (orion.pta.edu.pl), ale nie
da się ukryć, że grono odbiorców portalu
Money.pl jest dużo większe. Dzięki tej
współpracy mamy szansę dotrzeć do większej
liczby osób, które mogą być zainteresowane
kosmosem lub po prostu chcieć sprawdzić
znaczenie danego terminu w wiarygodnym
źródle" - mówi prof. Bożena Czerny z CAMK
w Warszawie, prezes PTA.
"W dobie
Wikipedii i coraz liczniejszych portali
tematycznych można zastanawiać się nad
sensem rozwoju specjalistycznych
leksykonów. Jednak istnienie encyklopedii
tworzonych przez wszystkich (Wikipedia),
wcale nie wyklucza rozwoju tych tworzonych
przez specjalistów w danej dziedzinie.
Jakość haseł Wikipedii bywa różna, są
bardzo dobre, ale są także błędne i
mylące." dodaje dr hab. Maciej
Mikołajewski z Centrum Astronomii UMK,
wiceprezes PTA.
Hasła
słownika PTA opracowali Krzysztof Czart,
Piotr Wąż, Karolina Zawada oraz ś.p. prof.
Andrzej Woszczyk. Nowa wersja słownika
dostępna jest bezpłatnie w portalu
Money.pl pod adresem http://nauka.money.pl/leksykon-pta
18 stycznia 2012
Nauka w
Polsce PAP
Pierwsza "druga"
Ziemia
|

Porównanie układu planetarnego
Kepler-22 z naszym Układem
Słonecznym. Uklad Kepler-22
został odkryty przez Kosmiczny
Teleskop Keplera wystrzelony w
marcu 2009 r. Planeta Kepler-22b
krąży wokół gwiazdy podobnej do
naszego Słońca. Źródło:
NASA/ AMES/JPL-Caltech |
Misja Kepler
poświęcona poszukiwaniom planet podobnych
do Ziemi w obszarach stref
zamieszkiwalnych (czyli w takich
obszarach, gdzie warunki na planecie
pozwalają na występowanie wody w stanie
ciekłym) odniosła kolejny sukces.
Wśród około
170 000
monitorowanych obiektów
znaleziono gwiazdę oznaczoną jako
Kepler-22 i towarzyszącą jej planetę,
nazwaną zgodnie z konwencją Kepler 22-b.
Po wykryciu tranzytu
w danych fotometrycznych uruchomiona
została kampania obserwacyjna z udziałem
teleskopów na Ziemi, uzupełniając dane
m.in. o pomiary prędkości radialnych,
które potwierdzają odkrycie planety.
Cały układ
planetarny jest szczególnie interesujący,
gdyż w swoich charakterystykach podobny
jest do układu Ziemia – Słońce. Kepler-22
to karzeł typu widmowego G5 o temperaturze
efektywnej około 5518 K,
więc jest to gwiazda nieco chłodniejsza od
Słońca. Planeta Kepler-22b obiega swoją
gwiazdę z okresem 290 dni
na orbicie o półosi wielkiej równej 0.85
jednostki astronomicznej.
Maksymalna masa planety szacowana jest na 36 mas Ziemi,
choć jej wyznaczenie jest bardzo niepewne.
Z dużą dokładnością został wyznaczony
natomiast promień planety, który wynosi 2,38
promienia Ziemi (błąd wyznaczenia
to tylko 0,13 promienia Ziemi, a więc
5,5%). Tak dokładny pomiar jest możliwy
dzięki technice asterosejsmologii, która
poprzez badanie pulsacji gwiazdy pozwala
na określenie jej promienia i masy z
bardzo dużą precyzją. Połączenie
dokładnych pomiarów parametrów gwiazdy z
modelami opisującymi przebieg tranzytu
umożliwia dokładny opis właściwości samej
planety.
Znając masę
i promień planety, możliwe jest
wyznaczenie gęstości materii, z której
zbudowana jest planeta – dla Keplera 22b
wynosi ona nie więcej niż 1,46g/cm3,
co nie wyklucza, że planeta jest skalista.
Mamy więc
planetę potencjalnie skalistą, na orbicie
nieco mniejszej niż ziemska, ale przy
nieco chłodniejszej gwieździe. Czy możliwe
jest zatem, że warunki na Keplerze-22b
pozwalają na utrzymanie się tam wody w
stanie ciekłym?
Jeśli
założymy brak atmosfery, nasłonecznienie
Keplera-22b zbliżone do tego, które mamy
na Ziemi oraz sama planeta ma podobne do
ziemskiego albedo, temperatura na
powierzchni wynosiłaby 265K, czyli około 8
stopni Celsjusza poniżej zera. Gdy
założymy dodatkowo, że Kepler 22-b posiada
atmosferę podobną do ziemskiej,
temperatura na jego powierzchni byłaby
wyższa na skutek efektu cieplarnianego. I
tak dla Ziemi występowanie atmosfery
podnosi temperaturę na powierzchni o około
33 stopnie w porównaniu do sytuacji, gdy
atmosfera na Ziemi by nie istniała.
Kepler 22-b może więc znajdować się w
strefie zamieszkiwalnej. Precyzyjne
wyznaczenie promienia tej planety sprawia,
że jest to najmniejsza jak dotąd planeta
znaleziona w strefie zamieszkiwalnej
gwiazdy innej niż Słońce.
Artykuł o tym odkryciu opublikowano w
najnowszym wydaniu The Astrophysical
Journal, vol. 745 1 luty 2012:
Kepler-22b:
A 2.4 Earth-Radius Planet In The
Habitable Zone Of A Sun-Like Star
12 stycznia 2012
Monika
Adamów
Almanach
Astronomiczny na rok 2012
„Almanach
Astronomiczny na rok 2012” jest
kontynuacją wydawanych przez Polskie
Towarzystwo Miłośników Astronomii w latach
1992-2007 „Kalendarzy Astronomicznych”
oraz wydawanych w latach 2008-2011 przez
Klub Astronomiczny Regulus elektronicznych
wersji „Almanachów Astronomicznych”.
W roku 2012 będziemy mogli obserwować dwa
częściowe zaćmienia Słońca, jedno obrączkowe
i jedno całkowite (obydwa niewidoczne w
Polsce), dwa częściowe zaćmienia Księżyca (w
tym jedno wyłącznie półcieniowe, widoczne w
Polsce) oraz przejście Wenus na tle tarczy
Słońca....
Autorem "Almanachu" jest Tomasz Ściężor,
który również opracowywał kalendarz
astronomiczny do "Uranii-Postępów
Astronomii". Zapraszamy do lektury!
6 stycznia 2012
Almanach
| Tomasz
Ściężor, Orion
Andrzej Woszczyk -
wspomnienie
|

Portret prof. Andrzeja Woszczyka
pędzla prof. Bogdana
Przybylińskiego odsłonięty w
Towarzystwie Naukowym w Toruniu
19 grudnia 2011 r. Fot. Roman
Schreiber
|
19 grudnia
2011 r., 5 miesięcy po śmierci prof.
Andrzeja Woszczyka, redaktora naczelnego
"Uranii-Postępów Astronomii" w
Towarzystwie Naukowym w Toruniu
odsłonięto portret profesora
upamiętniający jego działalność w TNT.
Autorem obrazu jest prof. Bogdan
Przybyliński. Postać zmarłego prezesa
TNT przypomniał prof. Jan Hanasz i dr
Cecylia Iwaniszewska.
Prof. Hanasz
wspominał studencki okres, kiedy Andrzej
Woszczyk rozpoczął studia na Wydziale
Fizyki, Matematyki i Astronomii UMK w
Toruniu w 1951 r. i był jej aktywnym
studentem, który odpowiadał bez
zająknięcia na kontrolne pytania prof.
Jeśmanowicza w czasie wykładów z
algebry. Młody student, ubrany zwykle
niczym żołnierz w wojskowa bluzę koloru
khaki był jednym z organizatorów
pierwszej wyprawy studentów do
obserwatorium w Piwnicach, gdzie Cecylia
Iwaniszewska pokazywała Księżyc i
pierścienie Saturna przez teleskop
Drapera sprowadzony raptem 3 lata
wcześniej z Harvardu.
Na II roku
studenci wykonywali fotografie gwiazd
zmiennych a zdjęcia miały być poddane
dalszej analizie. Jednak chód astrografu
był nierównomierny i trzeba było dużo
wyczucia, by zegar odpowiednio zwalniać
lub przyspieszać. Studentom zamiast
kropek pojawiały się na kliszach kreski,
mgiełki. Jedynie klisze Andrzeja
Woszczyka nadawały się do dalszej
obróbki.
|

Postać prof. Woszczyka
wspominał prof. Jan
Hanasz. Fot. Roman Schreiber
|
Studia
ukończył z pierwszą lokatą i został
wysłany przez prof. Wilhelminę Iwanowską
do Liege do Belgii, by pracować pod
kierunkiem prof. Pola
Swingsa.
W 1957 r. Andrzej Woszczyk
obserwował kilka komet a jedna z nich, kometa Mrkosa,
stała się tematem jego doktoratu. Był
współautorem katalogu widm kometarnych
wydanych przez Instytut Astrofizyczny w
Liege. Międzynarodowa Unia Astronomiczna
nazwała asteroidę odkrytą w 1990 r. w
ESO imieniem Woszczyk.
W latach 70.
XX w. Andrzej Woszczyk badał gwiazdy
nowe. Pamiętajmy, że były to czasy
„przedinternetowe”. Do obserwatorium w
Piwnicach zadzwonił miłośnik astronomii
informując, że na niebie w
gwiazdozbiorze Łabędzia pojawił się
jasny obiekt. Dzięki tej informacji
Andrzej Woszczyk jako jeden z pierwszych
„złapał” gwiazdę nową przed maksimum
jasności, a „reszta świata” dołączyła do
obserwacji później.
|

Dr Cecylia Iwaniszewska
opowiadała o popularyzatorskiej
pasji prof. Woszczyka. Fot.
Roman Schreiber
|
W USA w
Teksasie w Obserwatorium McDonalda
Andrzej Woszczyk zajął się obserwacjami
Marsa mierząc m.in. gęstość atmosfery i
różnice w wysokości na powierzchni
planet. NASA szykowała się do wysłania
sond kosmicznych na Czerwoną Planetę i
pomiary powierzchni Marsa były ważnie
dla powodzenia misji. Z wyjazdu do
Stanów Andrzej Woszczyk przywiózł
materiał na swoja habilitację oraz
białego mercedesa 220D, którym
wielokrotnie woził studentów na zajęcia
do Obserwatorium.
Dr Cecylia
Iwaniszewska podkreśliła pasję
popularyzatorską prof. Woszczyka. W 1973
r. profesor zorganizował międzynarodowe
sympozjum na temat badań układu
planetarnego. 1973 to również Rok
Kopernikowski, przygotowywany w TNT od
lat 60-tych. Andrzej Woszczyk wraz z
innymi astronomami wygłaszał liczne
wykłady w domach kultury, szkołach,
pisał teksty do gazet. Właśnie wtedy
Andrzej Woszczyk napisał książeczkę
„Instrumenty Mikołaja Kopernika a
narzędzia współczesnej astronomii”.
Prof. Woszczyk wypromował 13 doktorów a
przez 16 lat był redaktorem
"Uranii-Postępów Astronomii" zmagając
się z nieustannym brakiem funduszy na
jej wydawanie.
Profesor
Woszczyk od 2003 r. aż do śmierci był
prezesem Towarzystwa Naukowego w
Toruniu, a Jego portret zdobi teraz Salę
Kolumnową TNT na ul. Wysokiej 16.
2 stycznia 2012
Karolina
Zawada
Pomóż nam
odnaleźć planety wokół innych gwiazd
|

Tak może wyglądać Tatooine -
planeta z dwoma słońcami, a
wyrażając się fachowo, to
egzoplaneta Kepler-16b odkryta
we wrześniu br. obiegająca układ
podwójny. Źródło:
NASA/JPL-Caltech
|
Od
miesiąca na stronie http://www.odkrywcyplanet.pl/
działa polska wersja projektu Planet
Hunters.
Czym jest
Planet Hunters?
Planet
Hunters to największy spośród
obywatelskich projektów naukowych
Zooniverse. Jego uczestnicy pomagają nam
w przeszukiwaniu danych z misji
kosmicznego teleskopu Kepler prowadzonej
przez NASA. Dane te mają postać pomiarów
jasności, czyli "krzywych blasku",
pobieranych co 30 minut z ponad 150 000
gwiazd. Użytkownicy szukają tranzytów -
krótkich spadków poziomu jasności, do
których dochodzi, kiedy planeta
przemieszcza się na tle gwiazdy. W ten
sposób mogą odkrywać nowe planety (stąd
nazwa "Planet Hunters" czyli "łowcy
planet"). Uczestnikom oraz programom
komputerowym najtrudniej będzie odkryć
planety, które krążą wokół gwiazdy w
dużej odległości, a co za tym idzie -
rzadko przemieszczają się na jej tle.
Komputerowe algorytmy mogą mieć również
trudności z wykrywaniem planet na
podstawie danych z zakłóceniami (które
mogą się pojawić w wyniku błędów
nakierowania teleskopu lub zmian jego
pozycji). Uczestnicy projektu Planet
Hunters mogą być skuteczniejsi od
komputerów w wyszukiwaniu sygnałów wśród
danych tego typu. Ponieważ ludzki mózg
posiada niezwykłą zdolność rozpoznawania
schematów, mamy nadzieję, że uczestnicy
pomogą nam również odnaleźć nowe
"rodziny", czyli typy krzywych blasku.
Będziemy chcieli uzyskać więcej danych
przy użyciu teleskopów, aby lepiej
zrozumieć fizyczne powody istnienia tych
różnych typów.
(Źródło: http://www.odkrywcyplanet.pl/)
Planet Hunters jest amerykańskim pomysłem,
który w niespełna rok po premierze za
oceanem został przetłumaczony na język
polski. Strona zrobiona jest tak, by krok
po kroku wprowadzić nowego użytkownika w
tajniki analizy danych. Filmy, rysunki,
proste wyjaśnienia pozwalają każdemu na
samodzielną próbę odkrycia planety. Nawet
jeśli nie odkryjesz planety, to odkryjesz
i zrozumiesz ciekawy kawałek fizyki.
Polecamy!
22 grudnia 2011
Źródło
| http://www.odkrywcyplanet.pl/,
Orion
Zaćmienie Księżyca z
Grudziądza
Podczas
obserwacji zaćmienia Księżyca 10.XII
miłośnicy zgromadzeni na tarasie
obserwacyjnym grudziądzkiego Planetarium i
Obserwatorium Astronomicznego im.Mikołaja
Kopernika mieli trudne zadanie do
wykonania. Wiał silny wiatr, który szybko
wyziębiał organizm oraz powodował drgania
sprzętu. Ponadto po zachodzie Słońca
pojawiły się chmury we wschodniej części
nieba, czyli tam gdzie rozgrywał się
kosmiczny spktakl.
Najwytrwalsi grudziądzanie zostali
nagrodzeni przez Przyrodę. Pogoda
poprawiła się na chwilę i można było
zrobić obserwacje. Każdy z odwiedzających
PiOA miał możliwość własnoręcznie
wykonanać fotografię zaćmionego Księżyca
przy pomocy profesjonalnego teleskopu
sprzężonego z cyfrowym aparatem.
Podczas zaćmienia z grudziadzkiego
planetarium transmitowano na żywo przebieg
zjawiska. Przez większość czasu były
chmury, ale w transmisji można było
zobaczyć symulację pokazującą aktualną
fazę zaćmienia w danym momencie.
Następne całkowite zaćmienie Księżyca
będzie można zobaczyć dopiero 28 września
2015, natomiast częściowe już 25 kwietnia
2013 roku.
Zobacz galerie
zdjęć.
12 grudnia 2011
Źródło
| Sebastian
Soberski
Od
płomyczka do wybuchu supernowej
|

Obraz przedstawia cztery etapy
propagacji płomienia: na
początku płomień przesuwa się z
prędkością poddźwiękową w
kierunku na zewnątrz. Jeśli
płomień przekroczy zieloną linię
dochodzi do detonacji. Niebieski
kontur oznacza przejście między
konwekcyjnym jądrem a
izotermiczną warstwą zewnętrzną.
Kolorem oznaczono tempo spalania
produktów. Źródło: Aaron Jackson
|
Grupa badaczy, która zaczęła od
analizy zachowania się niewielkich
płomieni w laboratorium, zyskała kilka
wskazówek dotyczących gigantycznych sił
napędzających wybuch supernowych typu
Ia. Tego rodzaju gwiezdne eksplozje są
ważnym narzędziem w pomiarach
astronomicznych, dlatego też zrozumienie
procesów w nich zachodzących pomoże m.
in. odpowiedzieć na fundamentalne
pytania dotyczące ewolucji Wszechświata.
Supernowe typu Ia powstają w momencie,
kiedy biały karzeł - pozostałość po
gwieździe podobnej do naszego Słońca -
zbierze tyle masy z gwiazdy towarzysza,
że możliwy staje się ponowny kolaps. W
wyniku tego gwiazda eksploduje i
następuje krótkotrwały rozbłysk. Jasność
i kształt tego rozbłysku są znane i
dzięki temu astronomowie wykorzystują ją
do pomiaru odległości we Wszechświecie.
To właśnie dzięki supernowym Ia dwie
niezależne grupy badaczy odkryły, że
ekspansja Wszechświata przyspiesza, za
co została przyznana tegoroczna Nagroda
Nobla z fizyki.
Naukowcy, aby lepiej poznać w jaki
sposób dochodzi do wybuchu, wykonali
trójwymiarowe symulacje turbulencji,
która najprawdopodobniej jest
odpowiedzialna za wzmocnienie wolno
palącego się płomienia, powodując
gwałtowną detonację, tzw. przejście z
deflagracji do detonacji (ang.
deflagration-to-detonation transition,
DDT). Jak dochodzi do takiego przejścia
jest obecnie gorąco dyskutowane.
Obliczenia numeryczne rzucają jednak
nieco światła na to co się dzieje w
chwili kiedy biały karzeł gwałtowanie
przemienia się w supernową.
Sam proces przejścia z deflagracji do
detonacji wciąż nie jest dobrze poznany,
ale w środowisku astrofizyków
powszechnie uważa się, że jeśli
turbulencja jest dostatecznie intensywna
do takiego przejścia może dojść.
Symulacje wykonane przez grupę naukowców
z USA pokazują, że w białym karle
turbulencja jest bardzo intensywna, a
więc przejście DDT jest prawdopodobne.
Niestety samo przejście nie jest do
końca jasne, więc trudno przewidzieć
jego wynik. Jeśli porównywamy obserwacje
supernowych do wyników symulacji możemy
dzięki temu niektóre z modeli takiego
przejścia odrzucić.
?Naszym celem jest przygotowanie
bardziej realistycznych symulacji tego
jak dane modele supernowych i przejścia
DDT się zachowują. To jest bardzo długi
proces badawczy i konieczne jest
wprowadzenie wielu usprawnień, które
wciąż są w fazie roboczej? powiedział
Dean Townsley z Uniwersytetu w Alabamie.
Townsley wraz ze współpracownikami
uważają, że lepsze poznanie mechanizmów
eksplozji supernowych typu Ia pozwoli na
większą pewność w wykorzystaniu ich jako
świece standardowe i dzięki temu
wyznaczona na ich podstawie odległość
będzie bardziej precyzyjna.
Wyniki badań ukazały się w czasopiśmie
The
Astrophysical Journal :
"EVALUATING SYSTEMATIC DEPENDENCIES OF
TYPE Ia SUPERNOVAE: THE INFLUENCE OF
DEFLAGRATION TO DETONATION DENSITY ".
30 listopada 2011
Źródło
| Hubert
Siejkowski
Daleka
Eris - bliźniacza siostra Plutona
|

Karłowata planeta Eris oraz jej
ksiezyc Dysnomia sfotografowana
przez Kosmiczny Teleskop
Hubble'a.
Źródło: NASA, ESA, M.Brown
(California Institute of
Technology)
|
Z nowych badań naukowców z ESO,
Garching (Niemcy) wynika, że planetki
Pluton i Eris są w zasadzie tego samego
rozmiaru. Eris jest jednak o 27% cięższa
niż Pluton. Astronomowie po raz pierwszy
dokładnie zmierzyli średnicę karłowatej
planety Eris. Dokonano tego
podczas jej tranzytu przez tarczę słabo
świecącej gwiazdy. Miało to miejsce pod
koniec 2010 roku, a do obserwacji
wykorzystano teleskopy zlokalizowane na
terenie Chile, w tym m.in. Belgian
TRAnsiting Planets and PlanetesImals
Small Telescope (TRAPPIST) z
obserwatorium ESO (European Southern
Observatory). Z wykonanych obserwacji
wynika, iż Eris jest niemal idealnie
podobna do Plutona pod względem
rozmiarów. Zdaje się mieć ponadto
powierzchnię odbijającą większość
padającego na nią światła, co sugeruje,
że może być pokryta grubą warstwą lodu.
W listopadzie 2010 Eris przeszła przed
tarczą słabej gwiazdy tła. Takie
zdarzenie nazywa się w astronomii okultacją.
W przypadku małych i odległych ciał, jak
Eris, okultacje są rzadkie i trudne do
zaobserwowania. Ponowna wystąpi dopiero
w 2013 roku. Istotne jest jednak to, że
te zjawiska są często jedyną okazją do
zmierzenia kształtu i rozmiaru odległych
obiektów w Układzie Słonecznym.
Obserwacje okultacji ciał niebieskich
znajdujących się poza orbitą Neptuna
wymagają wielkiej precyzji i starannego
zaplanowania. Wykonano je lub próbowano
przeprowadzić z 26 różnych miejsc na
Ziemi, w których przewidywano, że
planeta znajdzie się okresowo na tle
gwiazdy tła. Jednak tylko dwa
obserwatoria chilijskie zdołały
zaobserwować bezpośrednio to zjawisko -
Obserwatoria: La Silla i San Pedro de
Atacama .
Dane uzyskane w wyniku połączenia tych
obserwacji wskazuja na to, że glob Eris
jest w dużym stopniu kulisty. Pomiary te
zostały przeprowadzone przy założeniu,
że dane ciało niebieskie nie posiada
wielkich pasm górskich, jednak w
przypadku obiektów typu Eris jest to
niemalże pewne.
Planetka Eris została zidentyfikowana
w 2005 roku jako stosunkowo duży obiekt
znajdujący się na obrzeżach Układu
Słoneczego. To odkrycie było jednym z
czynników, które ostatecznie
doprowadziły do zdefiniowania nowej
klasy ciał niebieskich, zwanych
planetami karłowatymi, a w efekcie także
- do zaliczenia do niej Plutona. Eris
okrąża Słońce mniej więcej trzy razy
dalej niż Pluton. Wcześniejsze
oszacowania przemawiały za tym, że jest
od niego o ok. 1/4 większa. Teraz
wiadomo, że planety sa podobnego
rozmiaru. Średnica Eris wynosi w
przybliżeniu trzy tysiące kilometrów.
Średnicę Plutona oszacowano natomiast na
2300-2400 km. Warto zauważyć, że jest
ona trudniejsza do zmierzenia, bowiem
skutecznie przeszkadza tu obecność
atmosfery, która zmniejsza dokładność
pomiaru.
Eris, podobnie jak Pluton, ma własnego
satelitę - glob o nazwie Dysnomia.
Obserwując ten układ podwójny
oszacowano, ze masa Eris jest o 27%
większa od masy Plutona. Wynika z tego,
że Eris jest najprawdopodobniej
skalistym ciałem pokrytym grubym lodowym
płaszczem. Świadczy za tym faktem także
wysokie albedo jej powierzchni, czyli
jej zdolnośc do odbijania padającego na
nią światła. Wynosi ono aż 0.96. Jest to
zatem jedno z najwyższych albedo w calym
Układzie Słonecznym. Gruba pokrywa
lodowa Eris mogła powstać na skutek
istnienia na niej atmosfery złożonej z
metanu lub azotu. Mogłaby się ona
koncentrować na powierzchni globu jako
szron podczas oddalania się planety od
Słońca i ponownie przybierać formę
gazową podczas powrotu Eris w stronę
macierzystej gwiazdy.
Wyniki badań ukazały się w
październiku w czasopiśmie Nature:
"Planetary science: Eris under
scrutiny".
29 listopada 2011
Źródło
| Elżbieta
Kuligowska
Pole magnetyczne
rządzi?
|

Obraz galaktyki Trójkąt (M33),
który pozwala spojrzeć na dysk
galaktyczny “z góry”. Różowe
obłoki to obszary, w których
powstały nowe gwiazdy. Źródło:
Thomas V. Davis
|
Młode
gwiazdy i planety rodzą się w trakcie
zapadania się ogromnych obłoków gazu
międzygwiazdowego i pyłu. W wyniku tego
procesu powstają gwiezdne żłobki, które
znamy z astronomicznych zdjęć
przedstawiających kolorowe mgławice
rozświetlone przez młode, dopiero co,
powstałe gwiazdy.
Dzięki
pracy astronomów wiemy, że obłoki
molekularne składają się głównie z molekuł
wodoru, przy czym jest to bardzo
niezwykłe, ponieważ w kosmosie przeważnie
panują warunki, w których łączenie się
atomów jest utrudnione. Dodatkowo jeśli
będziemy badać ich rozkład w galaktyce,
np. w Drodze Mlecznej, zobaczymy, że
obłoki układają się wzdłuż ramion
spiralnych.
Powstaje
jednak pytanie: jak te obłoki tak naprawdę
powstają? Co powoduje, że materia zbiera
się w rejonach, gdzie gęstość jest setki a
nawet tysiące razy większa niż w
otaczającym gazie międzygwiazdowym?
Jednym z
podejrzanych sprawców odpowiedzialnych za
ten proces jest pole magnetyczne. Każdy
kto widział magnes działający na opiłki
żelaza wie, że pole magnetyczne porządkuje
ich rozkład. Niektórzy badacze przekonują,
że podobny proces może zachodzić w
przypadku obłoków molekularnych: galaktyczne pole
magnetyczne steruje kierunkiem
kondensacji materii międzygwiazdowej
i w efekcie powoduje powstanie gęstszych
obłoków i ułatwia ich dalszy kolaps.
Jeżeli przypuszczenia się potwierdzą, to
mechanizm ten będzie kluczowy w procesie
formowania się gwiazd. Z drugiej strony
jednak, w środowisku naukowym pojawiają się
głosy, że przyciąganie grawitacyjne materii
zgromadzonej w obłoku oraz ruchy turbulentne
gazu są znacznie silniejsze i całkowicie
niszczą jakikolwiek wpływ zewnętrznego pola
magnetycznego.
Ograniczając się jednak tylko do naszej
Drogi Mlecznej trudno będzie rozstrzygnąć,
która ze stron ma rację. Musielibyśmy
spojrzeć na nasz dysk “z góry”, by móc
wykonać odpowiednie pomiary. W
rzeczywistości, nasz Układ Słoneczny leży
wewnątrz dysku galaktycznego, co utrudnia
nam tego typu obserwacje, dlatego też
Hua-bai Li i Thomas Henning z Instytutu
Maxa Plancka wybrali zupełnie inny cel: Galaktykę
Trójkąt (M33) oddaloną o 3 miliony lat
świetlnych od Ziemi.
Li i Henning, korzystając z Sieci
Submillimetrowej (ang. Submillimeter
Array, SMA), znajdującej się na Mauna Kea
na Hawajach, wykonali pomiary właściwości
promieniowania pochodzącego z różnych
obszarów galaktyki M33, zwracając
jednocześnie uwagę na kierunek pola
magnetycznego w tych obszarach. Naukowcy
odkryli, że pole magnetyczne związane z
sześcioma najbardziej masywnymi obłokami
molekularnymi w galaktyce było
uporządkowane i zgodne z ramionami
spiralnymi macierzystej galaktyki.
Jeśli turbulencje miałyby mieć silniejszy
wpływ niż pole magnetyczne galaktyki, to
pole magnetyczne związane z obłokami
byłoby całkowicie przypadkowe. Zatem
obserwacje Li i Henninga są silnym
argumentem, że pole magnetyczne ma bardzo
duże znaczenie w procesie formowania się
gęstych obłoków molekularnych, dając tym
samym początek narodzinom nowych gwiazd i
układów planetarnych.
Publikacja "The alignment of molecular
cloud magnetic fields with the spiral arms
in M33" ukazała się 24 listopada br. w Nature.
28 listopada 2011
Źródło
| Hubert
Siejkowski
Gdański
zegar pulsarowy
Eugeniusz
Pazderski z Centrum Astronomii UMK jest
współtwórcą zegara pulsarowego, jaki
zostanie oficjalnie uruchomiony 25
listopada 2011. Jest to pierwsza na
świecie realizacja idei
regulowania chodu zegarów atomowych, na
których opiera się współczesna rachuba
czasu, przy użyciu pulsarów - najdokładniejszych
wzorców częstotliwości w
przyrodzie.
Zegar
pulsarowy zlokalizowany w kościele
św. Katarzyny w Gdańsku jest
ucieleśnieniem pomysłu dyrektora
tamtejszego Muzeum Zegarów Wieżowych dra
Grzegorza
Szychlińskiego. W kościele tym
znajduje się grób Jana Heweliusza, toteż
umieszczenie zegara akurat w tym miejscu
i w roku 400. rocznicy jego urodzin ma
znaczenie symboliczne.
Zegar ten
stanowi połączenie atomowego
(rubidowego) wzorca częstotliwości i
interferometru radiowego odbierającego
impulsy od kilku pulsarów
na częstotliwości 250 MHz. Mierzone
czasy dotarcia impulsów od pulsarów do
interferometru są porównywane z
momentami dotarcia wyliczonymi z
efemeryd pulsarów, a błąd pomiędzy tymi
wielkościami jest interpretowany jako
błąd chodu zegara atomowego. W
konsekwencji jego chód jest tak
regulowany, by przy następnym pomiarze
pulsarowym błąd ten był równy zeru.
Oprócz dra
Grzegorza Szychlińskiego autorami
projektu są inżynierowie z firmy EKO
Elektronik Dariusz Samek i
Mirosław Owczynnik oraz Eugeniusz
Pazderski z Katedry Radioastronomii CA
UMK. Budowę zegara sfinansowało miasto
Gdańsk (wyłożyło 100 tys. zł), Pomorska
Specjalna Strefa Ekonomiczna (również
100 tys.) oraz Muzeum Historyczne Miasta
Gdańska (wydało do tej pory 250 tys.
zł). Repetytor zegara został
zainstalowany w Parlamencie Europejskim
i zainaugurowany podczas wieczoru
zatytułowanego Tribute to Hevelius,
zorganizowanego z okazji 400. rocznicy
urodzin gdańskiego astronoma.
O Gdańskim Zegarze Pulsarowym
można poczytać na stronie
Muzeum Zegarów Wieżowych.
Przed
oficjalnym otwarciem - relacja p.
Doroty Karaś, 23.11.2011
Eugeniusz Pazderski o
zegarze pulsarowym.
dodane 28.11 - Oficjalne
otwarcie w kościele św. Katarzyny
dodane 28.11 - Co mówią o zegarze jego
twórcy - film na YouTube
24 listopada 2011
WFAIS
UMK | Orion
Tu jesteśmy
"Tu jesteśmy.
Kosmiczne wyprawy, wizje i eksperymenty"
Aleksandra
i Daniel Mizielińscy
to książka, która wyszła 19 października
nakładem wydawnictwa "Znak."
"Każdy w
dzieciństwie marzył, by polecieć w kosmos.
Dzięki książce "Tu jesteśmy" Aleksandry i
Daniela Mizielińskich stało się to
możliwe. Rodzice i dzieci razem mogą
wybrać się na Marsa!
Skorzystają z niej nie tylko młodzi
naukowcy - to książka dla dociekliwych
dzieci, które uważnie obserwują świat i
zadają mnóstwo pytań, a także dla
wszystkich marzycieli lubiących patrzeć w
gwiazdy. Zwięzłe, przystępne teksty
przekazują ogrom wiedzy, którą zawstydzić
można niejednego dorosłego. I ciekawostek,
o których nie śniło się nawet uczonym.
Mizielińscy wielokrotnie już dowiedli, że
potrafią najtrudniejsze nawet tematy
pokazać w sposób, który fascynuje młodych
czytelników i zadziwia ich rodziców. Tym
razem udowadniają, że czarna z pozoru
przestrzeń kosmiczna jest wszechświatem
kolorów i kopalnią fascynujących
opowieści."
Wszyscy znamy piękne zdjęcia z Kosmicznego
Teleskopu Hubble'a i wielkich teleskopów
naziemnych. Autorzy, w oparciu o te piękne
fotografie, stworzyli swoją wizję świata,
wiele rzeczy uwypuklając i przerysowując.
Choćby słynne zdjęcie wschodu Ziemi nad
globem księżycowym wykonane przez załogę
Apollo 8...
Orion
poleca.
Aleksandra Mizielińska i Daniel
Mizieliński są absolwentami Wydziału
Grafiki ASP w Warszawie.
Wydawnictwo: Znak
Fragmenty
książki
23 listopada
2011
Znak
| Orion
NASA potwierdza
obecność wody na Europie
|
"Wielkie
jezioro" na Europie. Naukowcy
sądzą, że takich jezior na
powierachni Księżyca jest dużo
więcej. Źródło: Britney
Schmidt/Dead Pixel VFX/Univ. of
Texas, Austin |
Sonda
Galileo, wystrzelona w 1989 roku,
miała za zadanie zbadać Jowisza i
jego satelity. Jednym z najciekawszych
odkryć było zaobserwowanie wielkiego,
słonowodnego oceanu wody pod powierzchnią
Europy - czwartego pod względem
wielkości galileuszowego satelity Jowisza.
Oszacowano, że ocean ten jest sumarycznie
większy od wszystkich ziemskich wód
oceanicznych, a jego grubość może wynosić
nawet 90 kilometrów. Jednak, ze względu na
dość dużą odległość satelity od Słońca,
woda ta jest najprawdopodobniej całkowicie
zamarznięta.
Istnienie
oceanu jest możliwe ze względu na silne
oddziaływania pływowe ze strony Jowisza.
Samo wewnętrzne ciepło pochodzące z jądra
Europy nie wystarczyłoby do utrzymania
takiej warstwy wody w stanie płynnym.
Jednak może ono wystarczać, żeby na dnie
oceanu istniały czynne kominy
hydrotermalne. Jedna z nowszych hipotez
dotyczących powstania życia na Ziemi
sugeruje, że pierwsze istoty żywe pojawiły
się nie w zbiornikach powierzchniowych,
ale w takim właśnie środowisku. To
sprawia, że Europa jest jednym z
najbardziej obiecujących miejsc w Układzie
Słonecznym pod względem poszukiwań życia
poza Ziemią.
Uważano
dotychczas jednak, że ocean Europy
jest bardzo gruby i że nie ma żadnej
komunikacji pomiędzy nim a powierzchnią
globu. Najnowsze dane sugerują jednak, że
może tu dochodzić do pewnej interakcji,
czego skutkiem jest obecność ogromnych
jezior na Europie. Istnieje zatem
możliwość wymiany energii pomiędzy cienką
pokrywą lodowa na powierzchni księżyca, a
położonym pod nią oceanem. A to oznaczać
może, że środowisko Europy bardziej
sprzyja powstaniu i utrzymaniu
ewentualnych form żywych, niż wcześniej
sądzono.
Zespół
analizujący zdjęcia z sondy Galileo
znalazł dwa mniej więcej okrągłe twory na
powierzchni Europy. Porównano jest z
podobnymi tworami znanymi z Ziemi, takimi
jak pokrywy lodowe czy lodowce występujące
na górach wulkanicznych. Skonstruowany
został też model, który opisuje jak takie
twory się formują. Niestety wyniki nie są
jednoznaczne - część z nich sugeruje, że
pokrywa lodowa Europy musi być cienka,
inne - że jest bardzo gruba.
Naukowcy mają w każdym razie dobre
powody by wierzyć, że ten model jest
poprawny, porównując obserwacje z sondy
Galileo z podobnymi obserwacjami typowo
ziemskich tworów. Ponieważ jednak
potencjalnie nieodkryte jeziora na Europie
znajdują się kilka mil pod jej lodową
powierzchnią, jedynie przyszłe misje sond
kosmicznych zdołają potwierdzić ich
powszechne występowanie.
Galileo
był pierwszym ziemskim próbnikiem
wystrzelonym w kierunku Jowisza, został
wystrzelony przez NASA, z przylądka
Canaveral na Florydzie (USA) w 1989 roku.
Jego zadaniem było m.in. zbadanie
atmosfery tej największej planety w
Układzie Słonecznym oraz wykonanie zdjęć
systemu licznych jowiszowych satelitów i
pierścieni. W grudniu 1995 r. sonda stała
się pierwszym sztucznym satelitą Jowisza
oraz wprowadziła w jego atmosferę próbnik
z aparaturą pomiarową. Galileo był
pierwszą sondą, która zbliżyła się na
bliską odległość do planetoid oraz
zaobserwowała planetoidę z jej satelitą.
Podczas swej misji Galileo wykonał też
obserwacje Wenus, Ziemi, Księżyca i komety
Shoemaker-Levy 9. We wrześniu 2003 sonda
została skierowana na orbitę kolizyjną z
Jowiszem celem uniknięcia jej ewentualnego
zderzenia z Europą.
20 listopada 2011
Źródło | Elżbieta
Kuligowska
Test stacji naziemnej do
łaczności z satelitami Lem i Heweliusz
|
Fot. Model
gabarytowo-termiczny satelity
BRITE, wykonany na Politechnice
w Graz, Austria Źródło:
Institute for Astronomy,
University of Vienna |
Zobaczyć
kosmos
lot balonami z
Warszawy na granicę kosmosu
Jutro, 19 listopada na terenie Centrum
Badań Kosmicznych PAN oraz Centrum
Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika PAN
zostanie przeprowadzony test stacji
naziemnej na potrzeby projektu BRITE-PL
(dwóch pierwszych
polskich satelitów naukowych).
Podczas testu zostaną wypuszczone dwa
balony stratosferyczne. Na miejscu oraz w
Internecie będzie można obserwować jak
balony się poruszają, będzie można oglądać
przekaz video z gondoli balonów. Można
także dołączyć do zespołów, które będą
gonić balony.
Miejsce startu: Warszawa,
Bartycka 18
Czas startu: 19 listopada 2011
(sobota) godzina 11:00
(impreza zacznie się o godzinie 10:00 a
zakończy około 15-tej).
Mapa dojazdu
Plan imprezy
10:00 Rozpoczęcie przygotowań do startu.
10:30 Rozpoczęcie pompowania balonów.
11:00 Start balonu Bobas 6.
11:05 Start balonu ScopeDome Hevelius 2.
11:15 Wyjazd ekip poszukiwawczych.
12:00 Zapasowy termin startu balonu Bobas
6.
12:05 Zapasowy termin startu balonu
ScopeDome Hevelius 2.
Dalsze terminy są jedynie orientacyjne:
13:00 Pęknięcia balonów.
13:30 Lądowanie balonów.
14:00 Odnalezienie balonów.
15:00 Powrót ekip poszukiwawczych do CAMK.
15:30 Zakończenie imprezy.
Informacje dla radioamatorów:
Bobas 6:
- nadajnik CW 10 mW 432.360 MHz (około)
SQ5FNQ-11
- nadajnik AFSK 1200 bps APRS 300mW
434.775 MHz SQ5FNQ-11
- nadajnik video 1W PAL 2.4 GHz (około)
ScopeDome Hevelius 2:
- nadajnik AFSK 1200 bps APRS 144.800 MHz
SR5FLY-11
Kontakt radiowy:
Organizatorzy będą także korzystać z
przemiennika SR5WA QRG Wej/Wyj (Kanał):
431.750/439.350 MHz (R98)
18 listopada 2011
Źródło: BRITE-PL | Telefon dyżurny
do organizatorów: +48 784808636
Nowe gazowe olbrzymy
Astronomowie
z Pennsylvania State University i
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika dokonali odkrycia
trzech kolejnych planet poza Układem
Słonecznym. Nowe planety mają masy
zbliżone do masy Jowisza i są tzw.
gazowymi olbrzymami.
Odkrycie
jest efektem współpracy Pennsylvania State
University i UMK w ramach
Pensylwańsko-Toruńskiego Projektu
Poszukiwań Planet (PennState Torun Planet
Search - PTPS) prowadzonego przez prof.
Aleksandra Wolszczana z Pennsylvania State
University i prof. Andrzeja Niedzielskiego
z UMK.
Biorą w nim
udział - poza prof. A. Wolszczanem i prof.
A. Niedzielskim - także ich doktoranci:
Sara Gettel, Monika Adamów, Grzegorz Nowak
i Paweł Zieliński oraz dr Gracjan
Maciejewski z Centrum Astronomii UMK
specjalizujący się w superprecyzyjnej
fotometrii tranzytów planetarnych.
Projekt zaowocował jak dotąd odkryciem 10 planet w
ośmiu układach planetarnych.
Między innymi odkryto
pierwszy znany układ dwuplanetarny przy
czerwonym olbrzymie (HD 102272 b,
c) oraz układ dwóch
brązowych karłów na orbicie czerwonego
olbrzyma (BD +20 2457 b, c). W
ramach projektu odkryto także planetę o
masie 1.5 masy Jowisza w ekosferze gwiazdy
BD +14 4559. Ewentualne księżyce tej
planety mogą nadawać się do zamieszkania.
Obserwacje, które doprowadziły do
odkrycia nowych planet prowadzone były za
pomocą teleskopu Hobby-Eberly
w Teksasie (HET), jednego z
największych teleskopów na świecie, o
średnicy zwierciadła 9.2 m. Orbity nowo
odkrytych planet są stosunkowo rozległe,
podobne do orbit Ziemi i Marsa w naszym
Układzie Słonecznym. Średnie odległości od
ich słońc sięgają 1-1.9 jednostek
astronomicznych, co odpowiada okresom
obiegu od 393 do 745 dni. Obserwacje
prowadzone teleskopem HET obejmowały
znaczny okres, dla planety BD+48 738 b
było to aż 2500 dni, czyli blisko 7 lat. W
przypadku pozostałych dwóch planet
obserwacje trwały ,,jedynie" około 5 lat.
Gwiazda BD +48 738 według szacunków
badaczy posiada masę 0.74 masy Słońca.
Wokół niej, oddalona o jedną jednostkę
astronomiczną , krąży planeta BD +48 738 b
o masie zaledwie 0.91 masy Jowisza. Jej
okres obiegu wokół gwiazdy wynosi 393 dni,
czyli jest bardzo zbliżony do ziemskiego
roku. Planeta ta była najtrudniejsza do
znalezienia, gdyż dzięki niewielkiej masie
wymusiła na swej gwieździe ruch o
amplitudzie zaledwie 9 km/h, czyli
prędkości przeciętnego biegacza. Ten układ
planetarny wydaje się także najbardziej
interesujący wśród trzech nowo odkrytych,
bowiem z obserwacji wynika, że poza
gwiazdą i planetą znajduje się tam jeszcze
jeden obiekt. Jego okres obiegu wokół
gwiazdy jest znacznie dłuższy niż okres
obserwacji prowadzonych teleskopem HET
zatem dokładne obliczenie orbity tego
ciała nie jest jeszcze możliwe.
Przeprowadzone symulacje komputerowe
sugerują, że najprawdopodobniej jest to
tzw. brązowy karzeł krążący wokół BD +48
738 w odległości około 10 jednostek
astronomicznych. Co ciekawe, jeśli wyniki
symulacji potwierdzą się, będzie to
brązowy karzeł w ekosferze gwiazdy BD+48
738, co oznacza, że jego ewentualne
księżyce mogą być zamieszkałe.
Najbardziej masywna z trzech nowych
gwiazd z planetami, HD 240237, ma masę 1.7
razy większą niż masa naszego Słońca. W
odległości 1.9 jednostki astronomicznej
krąży wokół niej na eliptycznej orbicie
planeta HD 240237 b o masie 5.3 razy
większej niż masa naszego Jowisza. Ze
względu na rozległą orbitę rok na tej
planecie trwa blisko 746 dni.
Przy gwieździe HD 96127, o masie 0.91
masy Słońca i promieniu 35 promieni Słońca
krąży planeta HD 96127 b o masie 4 mas
Jowisza. Orbita tej planety jest także
rozległa, sięga 1.4 jednostki
astronomicznej, zatem okres jej obiegu
wokół gwiazdy wynosi 647 dni.
Mimo stosunkowo rozległych orbit
wszystkie trzy planety znajdują się zbyt
blisko swoich słońc, by istniało na ich
powierzchni lub na krążących wokół nich
ewentualnych księżycach życie podobne do
znanego nam z Ziemi.
Wszystkie trzy planety krążą wokół tzw.
czerwonych olbrzymów, czyli gwiazd, które
zakończyły już etap spokojnej ewolucji,
związanej z jądrowym spalaniem wodoru w
swoich centralnych partiach, w jakim
znajduje się nasze Słońce. Gwiazdy te
obecnie szybko rozdymają swe warstwy
zewnętrzne stając się ogromnymi i
stosunkowo chłodnymi obiektami (stąd nazwa
- czerwone olbrzymy).
Artykuł
opisujący odkrycie został przyjęty do
druku w The Astrophysical Journal i ukaże
się w jego grudniowym wydaniu.
17 listopada 2011
Źródło | Aktualności
UMK
Razem dla Heveliusa
|
Centrum Astronomii
Uniwersytetu Mikołaja
Kopernika. Fot.S.Soberski |
21
października rektor UMK prof. Andrzej
Radzimiński i rektor Politechniki
Gdańskiej prof. Henryk Krawczyk podpisali
list intencyjny w sprawie projektu budowy
radioteleskopu Hevelius.
Obie
uczelnie zobowiązały się do współpracy
przy zaprojektowaniu i stworzeniu
radioteleskopu Hevelius i budowy wokół
niego Centrum Inżynierii Kosmicznej. List
intencyjny dotyczy przygotowania koncepcji
technicznej i organizacyjnej, propozycji
lokalizacji i poszukiwania funduszy.
Radioteleskop miałby być gotowy w 2015 r.
Wstępna
koncepcja mówi o budowie obrotowego
radioteleskopu o średnicy co najmniej
90-merów. Już taka wielkość umieściłaby go
w grupie trzech największych tego typu
urządzeń na świecie (po 100-metrowych
radioteleskopach w Green Bank w USA i
Effelsbergu w Niemczech). Istotnym
elementem przygotowań jest wybór
lokalizacji, musi być to rejon oddalony od
dużych miast, zapewniający tzw. ciszę
radiową. Najczęściej wskazuje się gminę
Osie w Borach Tucholskich na granicy
województw kujawsko-pomorskiego i
pomorskiego. Wsparcie dla inwestycji
wyrazili już marszałkowie obu województw,
Piotr Całbecki i Mieczysław Struk.
- Nie
tylko rozmiar teleskopu, ale również
wyposażenie i sposób obróbki danych
pozwoli nam ustawić się w światowej
czołówce - mówi prof. Andrzej Kus z
Centrum Astronomii UMK. - Umożliwiłby
on obserwację odległych galaktyk,
radiogalaktyk, kwazarów, sięgnięcie do
najdalszych zakątków wszechświata,
systematyczny radiowy monitoring dużych
obszarów nieba.
Podpisanie
listu miało miejsce w Sali Senatu
Politechniki Gdańskiej (ul. Narutowicza
11/12 w Gdańsku).
9 listopada 2011
Źródło | Aktualności
UMK
Młody
astronom z Nagrodą Młodych
|
Dr Gracjan Maciejewski
jest absolwentem UMK, na
toruńskiej Uczelni obronił także
doktorat poświęcony badaniom
gromad otwartych gwiazd. Od 2007
roku jest pracownikiem Centrum
Astronomii UMK. W latach 2009-2010
odbył staż naukowy w Instytucie
Astrofizycznym Uniwersytetu
F.Schillera w Jenie (Niemcy). Jego
zainteresowania badawcze skupiają
się głównie na tranzytujących
planetach w pozasłonecznych
układach planetarnych, a także na
gromadach gwiazd i gwiazdach
zmiennych. (fot.A.Romański) |
Dr
Gracjan Maciejewski z Centrum
Astronomii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika
w Toruniu otrzymał Nagrodę Młodych
Polskiego Towarzystwa Astronomicznego.
Wyróżnienie
to przyznawane jest za wybitny
indywidualny dorobek naukowy w dziedzinie
astronomii. W przypadku dra Maciejewskiego
za prace poświęcone chronometrażowi
tranzytujących egzoplanet. Nagroda
została wręczona podczas uroczystego
otwarcia XXXV Zjazdu Polskiego Towarzystwa
Astronomicznego w Gdańsku.
Orbity
tranzytujących egzoplanet położone są w
taki sposób, że planety te w czasie swojej
wędrówki orbitalnej przechodzą na tle
tarczy swoich słońc przesłaniając tym
samym część emitowanego przez nie światła.
Dla obserwatora odległego o setki lat
świetlnych zjawisko to - tranzyt -
przejawia się nieznacznym, krótkotrwałym
spadkiem jasności gwiazdy.
Od 2009 roku
dr Maciejewski obserwuje tranzyty
wybranych egzoplanet poszukując zaburzeń w
ich ruchu orbitalnym. To, co czyni tego
typu badania niezwykle atrakcyjnymi dla
egzoplanetologii, to możliwość detekcji
ciał o niezwykle małych masach,
porównywalnych do Ziemi czy Marsa. Planety
takie zwykle nie mogą być wykryte innymi
metodami badawczymi. Jednak ich obecność
mogą zdradzać perturbacje, jakie wywołują
w ruchu tranzytujących planet. W
rezultacie tych zaburzeń, kolejne tranzyty
następują nieco wcześniej lub później.
Modelowanie numeryczne tych odchyłek
dostarcza podstawowych informacji o
dodatkowych planetach, jak np. ich masy
czy okresy orbitalne. Badania prowadzone
przez międzynarodowy zespół naukowy pod
kierownictwem dra Maciejewskiego wskazują,
że tego typu odchyłki mogą występować w
ruchu co najmniej trzech tranzytujących
egzoplanet. Wyniki te zostały opublikowane
w prestiżowych międzynarodowych
czasopismach naukowych.
8 listopada 2011
Źródło | Aktualności
UMK
ESO
zaprasza Polskę
|
Cztery 8,2-metrowe
teleskopy optyczne z optyka
adaptatywną w Chile,
wchodzące w skład ESO —
Europejskiego Obserwatorium
Południowego. |
Europejskie
Obserwatorium Południowe (ESO), jedna z
najbardziej znaczących na świecie
organizacji do badań astronomicznych,
chętnie przyjmie Polskę do swoich
szeregów. Tak wynika ze słów
wypowiedzianych przez Dyrektora
Generalnego ESO deklarującego gotowość
ESO do rozpoczęcia negocjacji.
ESO
zrzesza aktualnie 14 krajów europejskich
(w tym spośród sąsiadów Polski: Niemcy i
Czechy), jednak w tym gronie brak
Polski, która jest ostatnim dużym krajem
Europy nie będącym członkiem tej
organizacji. Sytuacja ta ma szansę się
zmienić, gdyż ESO chętnie widziałoby
nasz kraj w swoich szeregach.
"Europejskie Obserwatorium Południowe
jest zadowolone, że Polska wykazuje
zainteresowanie przystąpieniem do naszej
organizacji. ESO jest przygotowane na
rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych, gdy
tylko napłynie oficjalne zapytanie ze
strony Polski." powiedział prof. Tim de
Zeeuw, Dyrektor Generalny ESO.
Jeśli
nasz kraj stanie się członkiem ESO,
polscy naukowcy uzyskają pełen dostęp do
najnowocześniejszych naziemnych
teleskopów do obserwacji kosmosu. ESO
posiada trzy obserwatoria znajdujące się
na półkuli południowej w Chile, w
których pracują m.in. cztery
ośmiometrowe teleskopy VLT, czy kilka
teleskopów klasy 3 i 4 metrów.
ESO jest
także europejskim partnerem
ogólnoświatowego projektu ALMA
- wielkiej sieci anten pracujących na
falach milimetrowych i submilimetrowych.
ALMA jest w trakcie konstrukcji, obecnie
pracuje już około 20 anten, a docelowa
ich liczba to 66. Co więcej, Europejskie
Obserwatorium Południowe ma bardzo
ambitne plany wybudowania największego
na świecie teleskopu optycznego. Będzie
miał około 40 metrów średnicy i zacznie
pracę na początku kolejnej dekady.
Polskie
środowisko astronomiczne od kilku lat
stara się o przystąpienie naszego kraju
do ESO. Pod koniec września b.r., na
spotkaniu z przedstawicielami
astronomów, Ministerstwo Nauki i
Szkolnictwa Wyższego zadeklarowało, że w
ciągu 30 dni zaproponuje rządowi
ustanowienie instrukcji negocjacyjnej i
powołanie zespołu negocjacyjnego. Byłoby
to formalnym rozpoczęciem procedury
dążącej do otwarcia negocjacji z ESO.
Udział w ESO to jednak nie tylko
korzyści dla polskiej nauki. Część
pieniędzy płaconych przez Polskę jako
składka członkowska, musi być wydana
przez ESO w naszym kraju, co powinno
mieć korzystny wpływ na sektor firm
nowoczesnych technologii. "Niektórzy
używają sportowego porównania i nazywają
ESO astronomiczną ligą mistrzów. I
faktycznie, w ESO na najwyższym
światowym poziomie są zarówno stosowane
technologie, uzyskiwane wyniki badań,
jak i organizacja współpracy
międzynarodowej." komentuje Krzysztof
Czart, polski koordynator Sieci
Popularyzacji Nauki ESO.
3
listopada 2011
Źródło | Krzysztof
Czart
Masywne
czarne dziury powstają w układach
dwóch galaktyk
|
Dwa przykłady bliskich
par galaktyk. Kolorem złotym
oznaczono obserwacje optyczne
(teleskop VLT). Widoczne
promieniowanie rentgenowskie
(kolor fioletowy) pozwala ocenić,
które z galaktyk posiadają aktywne
jądro - AGN. Źródło: Chandra X-ray
Center |
Najnowsze
badania dowodzą, że galaktyki
występujące w związanych grawitacyjne
parach (tak zwane mergery
galaktyczne) z dużo większym
prawdopodobieństwem formują aktywne
jądro - AGN (ang. active galactic
nuclei) - z supermaswyną czarną dziurą w
centrum. Galaktyki aktywne to te
galaktyki, w których całkowita energia w
znaczącej części nie jest emitowana
przez samą typową galaktyczną strukturę
(gwiazdy, pył i gaz), ale przez jej
centralną część. Większość energii
pochodzi właśnie z jądra galaktyki. Aktywność
jest bowiem wynikiem procesów
zachodzących w jądrze. W pewnych typach
aktywnych galaktyk obserwuje się dżety -
strugi materii wyrzucane z centrum na
znaczne odległości - nawet setki
kiloparseków. W każdym jednak przypadku
to aktywne jądro stanowi podstawowe
źródło obserwowanej energii. Skąd ona
się bierze ?
Standardowy
model AGN zakłada, że energia wytwarzana
jest podczas opadania (akrecji) materii
na supermasywną czarną dziurę, przy czym
niezerowy moment pędu powoduje, że
opadając nań materia gwiazdy, pył)
spłaszcza się do postaci dysku
akrecyjnego.
Wiele
galaktyk aktywnych skrywa zatem w swych
centrach czarne dziury o masach rzędu co
najmniej milionów mas Słońca. Nie
wyjaśniono jednak dotychczas, jak tak
masywne czarne dziury mogą tam
powstawać. John Silverman z Uniwersytet
IPMU w Kashiwie (Japonia) oraz
międzynarodowy zespół naukowców "COSMOS"
wykazali właśnie, iż oddziaływania
grawitacyjne pomiędzy pobliskimi
galaktykami są bardzo efektywne w
"produkcji" takich właśnie
supermasywnych czarnych dziur. Użyto w
tym celu danych zebranych przez
Orbitalne Obserwatorium Rentgenowskie Chandra
i obserwacji optycznych z naziemnego
teleskopu VLT (Very Large Telescope).
Supermasywne czarne dziury leżą we
wnętrzach większości obserwowanych dziś
galaktyk. Skąd jednak się tam wzięły ?
Dlaczego są aż tak ciężkie? Do niedawna
wiedzieliśmy tylko tyle, że takie czarne
dziury znajdujemy głównie w
najmasywniejszych galaktykach, a ich
masy są proporcjonalne do całkowitej
masy gwiazd zgromadzonych w najbardziej
wewnętrznej części galaktyk - tzw.
zgrubieniu centralnym (ang. "bulge".)
Jednak te największe, najcięższe
galaktyki powstają najczęściej na skutek
zlewania się dwóch lub więcej galaktyk
znajdujących się początkowo blisko
siebie. Takie zderzenia galaktyk
mogą też wyjaśniać, w jaki sposób
znajdująca się w nich materia zaczyna
gromadzić się w centrum nowo powstałego
obiektu, w efekcie powodując narodziny
masywnej czarnej dziury.
Można
wyobrazić sobie prosty test, który
pozwoli nam określić, czy faktycznie
supermasywne czarne dziury częściej
znajdywane są w galaktykach, które
przeszły etap zlewania się (mergera),
niż w pojedynczych izolowanych
galaktykach. Brzmi to jasno, jednak w
praktyce test ten nie jest aż tak łatwy
do przeprowadzenia, ponieważ zazwyczaj
jasno świecące jądro galaktyczne
przesłania znacznie swym blaskiem całą
galaktyczną strukturę. Nie sposób zatem
określić, czy struktura ta wygląda jak
dwie łączące się galaktyki, czy też jak
zwykły, pojedynczy obiekt, ponieważ na
fotografiach prawie nigdy nie widać jej
kształtu.
Naukowcy przeprowadzili jednak nieco
inne badania. Założyli, że dana
galaktyka z dużym prawdopodobieństwem
jest na etapie grawitacyjnego
oddziaływania z inną, o ile posiada
takie bliskie galaktyczne sąsiedztwo -
to znaczy, jeśli inna galaktyka jest
obserwowana bardzo blisko niej.
Wyselekcjonowano zatem, na podstawie
obserwacji teleskopem VLT, dwie próbki:
galaktyki z sąsiedztwem oraz izolowane.
Następnie sprawdzono, w której próbce w
galaktykach występują aktywne centra -
AGN-y - przy pomocy obserwacji
teleskopem rentgenowskim Chandra
(formujące się czarne dziury w jądrach
galaktyk emitują silnie promieniowanie w
tym zakresie widma i są bardzo
charakterystyczne dla zjawiska
aktywności). Okazało się, że galaktyki
występujące w parach statystycznie z
dwukrotnie większym
prawdopodobieństwem posiadają aktywne
jądro w stosunku do galaktyk
izolowanych. Wynikać z tego może
też, że za sam proces początkowego
formowania się zalążka masywnej czarnej
dziury w takich obiektach odpowiadają
siły związane z samym zlewaniem się
dwóch galaktyk w jedną.
30 października 2011
Źródło | Elżbieta
Kuligowska
Złoto
powstaje w kosmicznych katastrofach ?
|
Różne stadia ewolucji
mergera dwóch gwiazd neutronowych
(wynik symulacji numerycznej). Gdy
jedna z gwiazd zapada się, materia
jest "wyciskana" spomiędzy gwiazd,
i zostaje wyrzucona z układu.
Zachodzi w niej jednocześnie wiele
reakcji nuklearnych, na skutek
czego powstają ciężkie
pierwiastki. Źródło: S. Goriely,
A. Bauswein, and H.-T. Janka (MPA)
|
Dokładne
symulacje numeryczne prowadzą do
wniosku, że gwałtowne mergery
(zlewanie się) gwiazd neutronowych w systemach
podwójnych mogą być głównym
źródłem najcięższych pierwiastków we
Wszechświecie.
Miejsca w Kosmosie, gdzie formują się
między innymi metale, łącznie ze
złotem, zostały zidentyfikowane: są to
miejsca wyrzutu materii w układach
podwójnych bliskich, łączących się ze
sobą gwiazd neutronowych. Gwałtowne
zderzenia zachodzące w tym procesie
skutkują idealnymi warunkami do
produkcji ciężkich pierwiastków. Przy
pomocy symulacji komputerowych
naukowcy z Instytutu Maxa Plancka w
Garching (Niemcy) mogli zweryfikować
hipotezę, iż zachodzące w tej sytuacji
niezbędne reakcje jądrowe mogą
istotnie zachodzić w takim środowisku.
Większość pierwiastków ciężkich
formuje się w reakcjach fuzji jądrowej
we wnętrzach gwiazd. Na przykład, w
jądrze Słońce zachodzi spalanie
wodoru, co prowadzi do powstania
atomów helu - z uwolnieniem znaczących
ilości energii. Z kolei ze spalania
helu mogą powstać jeszcze cięższe
pierwiastki, o ile tylko gwiazda jest
odpowiednio masywna - bardziej masywna
niż nasze Słońce. Jednak ten proces
"działa" jedynie do momentu powstania
atomów żelaza. Dalsze reakcje fuzji
nie mogą już doprowadzić do wyzwolenia
energii w tych procesach. Stąd też atomy
cięższe niż żelazo nie mogą
powstawać w ten sposób. Zamiast tego
mogą powstawać w sytuacji, gdy
neutrony zostają przechwycone przez
jądro gwiazdowe, które wówczas zaczyna
się radioaktywnie rozpadać.
Zachodzić mogą tu dwa procesy:
powolny przechwyt neutronów
("s-proces"), który ma miejsce na
obszarach o małej gęstości
neutronowwej wewnątrz gwiazd podczas
ich późnych stadiów ewolucji, oraz
szybki przechwyt neutronów
("r-proces"), wymagający bardzo dużej
gęstości neutronów. Ten ostatni jest
odpowiedzialny za produkcję wielu
pierwiastków cięższych niż żelazo, w
tym platyny, złota,
toru i plutonu. Dotąd jednak zagadką
było, które właściwie obiekty
astronomiczne są w stanie
zapoczątkować "r proces".
Gwałtowne mergery gwiazd
neutronowych moga tu być ciekawą
propozycją. Dwie gwiazdy zderzają się
po milionach lat stopniowego zbliżania
się do siebie po torach spiralnych.
Astronomowie po raz pierwszy zdołali
zasymulować poszczególne stadia
takiego procesu, symulacje komputerowe
dotyczyły zarówno samego przepływu
masy między gwiazdami, jak i
możliwości formowania się pierwiastków
w materii wyrzucanej z układ
podwójnego podczas momentu zderzenia
gwiazd.
"Już w kilka sekund po kolizji
gwiazd siły pływowe i ciśnienie
wyrzucają bardzo rozgrzaną materię z
układu podwójnego, masa tej materii
jest równa masie kilku planet
wielkości Jowisza" - tłumaczy Andreas
Bauswein, jeden z naukowców
pracujących nad symulacjami. - "Gdy
taka plazma ochłodzi się do ok. 10
milionów stopni Kelvina, zachodzi
wiele różnych reakcji jądrowych, w tym
rozpady promieniotwórcze, które
prowadzą do powstania wielu nowych
pierwiastków". Co więcej, z symulacji
wynika, że ilościowy rozkład
utworzonych w ten sposób pierwiastków
ciężkich zgadza się z ich rozkładem
obserwowanym w Układzie Słonecznym.
Oznacza to, że jeśli połączymy wyniki
symulacji z oszacowaną liczbą kolizji
gwiazd neutronowych w Naszej
Galaktyce, okaże się, że ten własnie
proces istotnie mógł byc głównym
źródłem najcięższych substancji we
Wszechświecie.
24 października 2011
Źródło | Elżbieta
Kuligowska
Maraton obserwacyjny w
Planetarium w Grudziądzu 20-22.X
Zobaczymy Wielką
Mgławicę w Andromedzie - M31,
czyli najbliższą nam wielką
galaktykę.
|
W
Planetarium i Obserwatorium
Astronomicznym (PiOA) w Grudziądzu
zaplanowano w tym tygodniu niezwykły
maraton obserwacyjny. Niezwykły dlatego,
że obserwacje
będą robione zdalnie za pośrednictwem
Internetu. Uczniowie
grudziądzkich szkół będą mogli sterować
teleskopem
o średnicy 40 centymetrów na pustyni w
Arizonie (niedaleko Phoenix)
oraz jednym z największych na świecie
teleskopów - 2 metrowym teleskopem na
Hawajach.
W
CZWARTEK (20.X) rozpoczną się obserwacje
testowe teleskopem w Arizonie. Teleskop
z Ironwood North Observatory (INO)
używany będzie przez członków
Międzyszkolnego Koła Astronomicznego
(MKA) działającego przy PiOA w
Grudziądzu. Sprzęt udostępniony jest
przez amerykańskiego popularyzatora
astronomii - Franka Pino, w ramach
programu Hands
on Universe, który również
realizowany jest w Polsce. Teleskop INO
używany jest przez młodych astronomów z
całego świata. Miesięcznie wykonywanych
jest ponad tysiąc obserwacji.
Lokalizacja tego obserwatorium w suchym
i bezchmurnym klimacie Arizony jest
najlepszą gwarancją dobrej pogody i
wysokiej jakości obserwacji.
W PIĄTEK
uczniowie grudziądzkich szkół
gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych będą
mogli uczestniczyć w zdalnych
obserwacjach za pomocą 2-metrowego
teleskopu (największy w Polsce
ma 90cm w CA UMK) na Hawajach.
Hawaje są jednym z najlepszych na naszej
planecie miejsc skąd można prowadzić
obserwacje astronomiczne. Telskop
umieszczony jest na stoku uśpionego wulkanu
Haleakala na wyspie Maui.
Wulkan ten wybuchł ostatni raz w 1790
roku. Podczas sesji obserwacyjnej młodzi
grudziądzanie będą mogli obserować
między innymi obiekty z tak zwanego Katalogu Messiera (mgławice
pyłowo-gazowe, gdzie rodzą się nowe
gwiazdy, gromady gwiazd w naszej
Galaktyce, inne galaktyki), aktualnie
widoczne komety oraz wybuchającą
supernową w odległej galaktyce.
Natomiast
w SOBOTĘ grudziądzkie planetarium
zaprasza wszystkich zainteresowanych
astronomią do wzięcia udziału w pokazie
obserwacji na żywo za pomocą teleskopu w
Arizonie.
Podobnie jak podczas piątkowych
obserwacji bedą obserwowane obiekty
astronomiczne w obrębie naszego Układu
Słonecznego (komety), naszej Galaktyki
(gromady gwiazd, obłoki gazowo-pyłowe)
oraz inne odległe galaktyki. Pokaz w
sobotę 22 października zaczynie się o
godzinie 13:00, a zakończy około 14:30.
Wstęp
wolny.
Miejsce zajęć/pokazu: Planetarium i
Obserwatorium Astronomiczne im. Mikołaja
Kopernika w Grudziądzu
(ostatnie piętro Zespołu Szkół
Technicznych)
Ul. Hoffmanna 1-7, Grudziądz
Tel. 56-4658383 (sekretariat ZST) Tel.
56-4658384 (PiOA)
Serdecznie
zapraszamy!
19
października 2011
Źródło | Sebastian
Soberski, Orion
Gromada Pandory -
galaktyczna katastrofa !
|
Abell 2744:
Gromada galaktyk Pandory.
Źródło: NASA, ESA, J. Merten
(ITA, AOB) & D. Coe (STScI)
|
Ostatnimi
czasy naukowcy przyjrzeli się uważniej
gromadzie galaktyk Abell 2744,
znanej bardziej jako Gromada
Pandory. Badania gromady były
bardzo złożone i objęły zarówno
obserwacje z powierzchni Ziemi jak i z
Kosmosu, przy pomocy Teleskopu
Hubble'a i VLT (Very Large Telescope.)
Wnioski są zaskakujące, bowiem Abell
2744 wydaje się być efektem
symultanicznego połączenia co najmniej
czterech mniejszych, osobnych gromad
galaktyk. Trwało to przypuszczalnie
kilka miliardów lat. Ta kosmiczna
katastrofa dała w efekcie
niezwykłe efekty, których w gromadach
nie obserwowano nigdy wcześniej.
Gdy
duże gromady zderzają się, powstający
w wyniku tego chaos stanowi cenne
źródło informacji o mechanizmach
zlewania się gromad. Dzięki zbadaniu
tej jednej z najbardziej niezwyłych
kolizji, międzynarodowy zespół
naukowców zdołał odtworzyć historię
tej galaktycznej katastrofy. Pomaga to
zrozumieć, jak powstają wielkie
struktury we Wszechświecie, oraz jak
różne typy materii oddziaływują ze
sobą podczas takich zderzeń.
Abell
2744 została zaobserwowana
dokładniej niż jakakolwiek inna
gromada. Pozwoliło na to , między
innymi, połączenie danych z telskopu Hubble'a,
VLT,
japońskiego teleskopu Subaru
oraz teleskopu rentgenowskiego Chandra.
Poszczególne galaktyki w Gromadzie
Pandory są doskonale widoczne zarówno
na zjęciach z Hubble'a jak i VLT.
Jednak to nie one odpowiadają za
ogólną masę gromady - stanowią
zaledwie jej 5%. Pozostała materia to
gorący, emitujący promieniowanie
rentgenowskie gaz oraz - ciemna
materia (75% masy całkowitej), która
dla naszych teleskopów jest
niewidoczna. Aby zrozumieć, co stało
się w gromadzie Abell 2744,
astronomowie musieli określić rozkład
wszystkich trzech typów materii w
gomadzie.
Ciemna
materia nie emituje żadnego rodzaju
promieniowania. Widzimy jedynie efekty
jej oddziaływania grawitacyjnego z
pozostałymi masami. By określić jej
położenie w gromadzie, naukowcy
wykorzystali efekt soczewkowania
grawitacyjnego. Światło odległych
galaktyk, przechodząc w pobliży
masywnej gromady Pandory, ulega
silnemu zakrzywieniu. Powoduje to
charakterystyczne deformacje galaktyk
tła, widoczne na obrazach z Hubble'a i
VLT. Ich analiza pozwala dość
dokładnie określić, gdzie i w jakiej
ilości znajduje się silnie
oddziaływująca grawitacyjne ciemna
materia.
Mapowanie
gazu w gromadzie jest znacznie
prostsze. Teleskop orbitalny Chandra
może obserwować go bezpośrednio.
Wyniki
badań okazały się ciekawe. Wszystko
wskazuje na to, że Abell 2744
to rezultat połączenia czterech
mniejszych gromad. Połączenie
to jest wynikiem serii kolizji
rozgrywających się w czasie około 350
milionów lat. Zderzenia te
odseparowały częściowo gorący gaz i
ciemną materię, tak, że dziś leżą one
głównie daleko od siebie, jak również
od widzialnych galaktyk. W pobliżu
jądra Gromady Pandory znajduje się
dziwne zaburzenie - miejsce, gdzie gaz
z jednej z gromad zderzył się
gwałtownie z gazem z innej,
wytwarzając falę uderzeniową. Ciemna
materia przetrwała tę kolizję
niezaburzona.
W
innej części Gromady znajdujemy z
kolei ciemną materię i zwykłe
galaktyki, ale nie gaz. Wydaje się, że
gaz musiał być stamtąd niemal
całkowicie wyrzucony podczas
zderzenia, na co wskazywałby słaby,
uciekający z tego miejsca ślad po nim.
Jeszcze inna część Gromady składa się
natomiast niemal wyłącznie z samej
ciemnej materii, bez widocznych
galaktyk - wszystko to wyjaśni nam być
może, jak właściwie ciemna materia
zachowuje się w kontakcie z innymi
formami materii.
Gromady
galaktyk sa największymi
strukturami we Wszechświecie.
Zawierają nawet tryliony gwiazd.
Mechanizm ich formowania się i rozwoju
jest nadal nie wyjaśniony. Dalsze
badania Gromady Pandory być może
pomogą w zrozumieniu tej zagadki.
15
października 2011
Źródło | Elżbieta
Kuligowska
ALMA
działa! Pierwszy obraz z
najpotężniejszego teleskopu
pracującego w dziedzinie
podczerwieni
|
Galaktyki
Anteny - kompozycja obrazów
pochodzących z ALMA i teleskopu
Hubble'a. Źródło: ALMA
(ESO/NAOJ/NRAO). Visible light
image: NASA/ESA Hubble Space
Telescope |
Najnowocześniejsze
i najbardziej zaawansowane w dziejach
ludzkości naziemne obserwatorium Atacama
Large Millimeter/submillimeter Array,
w skrócie ALMA, zostało niedawno
oficjalnie otwarte. Obserwatorium jest
nadal w trakcie budowy, ale już
pierwszy obraz wykonany przy użyciu
tego instrumentu ukazuje Wszechświat
jakiego dotychczas nie mogliśmy
zobaczyć. Tysiące naukowców z całego
świata starało się o to, by być
pierwszymi badaczami, którzy będą
mogli obserwować jedne z
najciemniejszych, najzimniejszych,
najdalszych i najbardziej skrytych
tajemnic kosmosu, przy wykorzystaniu
tego najnowszego astronomicznego
narzędzia.
ALMA,
według planów, ma składać się z 66
radioteleskopów oddalonych od
siebie o około 16 km. Obecnie
uruchomionych zostało około 1/3
planowanych teleskopów o
rozstawie 125 metrów. Obserwatorium
zostało zbudowane na płaskowyżu
Chajnantor, w północnym Chile, na
wysokości 5000 metrów n.p.m. Mimo, że
ALMA wciąż jest w budowie to uzyskała
już miano najlepszego teleskopu w
swojej klasie, co miało swoje
odzwierciedlenie w ilości naukowców
starających się o czas obserwacyjny na
tym teleskopie.
Obserwatorium
ALMA ma możliwość detekcji
promieniowania o milimetrowych
i
submilimetrowych długościach fal,
tj. około 1000 razy dłuższych niż
światło widzialne. Dzięki
temu astronomowie mogą zbadać jedne z
najchłodniejszych obiektów we
Wszechświecie, czyli gęste, zimne
obłoki kosmicznego pyłu, z których
powstają gwiazdy i planety, a także
przyglądnąć się naszemu Wszechświatowi
we wczesnym etapie jego rozwoju
poprzez obserwacje odległych obiektów.
ALMA
jest zupełnie inna od znanych nam
dotychczas teleskopów optycznych i
podczerwonych. Jest to sieć
połączonych ze sobą pojedynczych anten
tworzących jeden wielki teleskop
obserwujący na znacznie dłuższych
falach niż światło widzialne. Obrazy
Wszechświata pochodzące z tego
teleskopu są zatem znacznie różne od
tych, które znamy z innych
obserwatoriów.
Inżynierowie
i naukowcy zajmujący się budową
teleskopu ALMA przez ostatnie miesiące
byli pochłonięci pracami testowymi, po
to by przygotować teleskop do
pierwszej rundy obserwacji naukowych.
Jednym z wyników tych testów jest
pierwszy opublikowany obraz pochodzący
z ALMA. Obraz ten przedstawia układ
galaktyk zwany Antenami i został
wykonany przy zaledwie 12 działających
antenach. Otrzymany rezultat to tylko
przedsmak tego co będziemy oglądać w
przyszłości. W miarę uruchamiania
kolejnych anten i włączania ich do
sieci poprawi się ostrość, wydajność
oraz jakość obserwacji.
Galaktyki
Anteny to para zderzających się
obiektów, których kształty zostały
silnie zaburzone. Podczas gdy światło
widzialne ukazuje tylko gwiazdy w
galaktyce, to ALMA odkrywa coś czego
nie możemy zobaczyć teleskopem
optycznym - gęste obłoki zimnego gazu,
z którego powstają młode gwiazdy.
Obserwacje ALMA pokazały, że gaz nie
tylko nagromadzony jest w centralnych
częściach galaktyk, ale również w
obszarze, w którym dochodzi do
kolizji. W tym miejscu całkowita masa
gazu przekracza miliard razy masę
Słońca, a zatem jest to zbiornik
bogaty w budulec dla przyszłych
pokoleń gwiazd. Obserwacje takie jak
te otwierają nowe okno na Wszechświat
widziany w dziedzinie submilimetrowej
i dzięki temu naukowcy będą mogli
zbadać w jaki sposób zderzenia
galaktyk wywołują burzę formacji
gwiazdowej. To tylko jedna z z
dziedzin, w której ALMA odegra
kluczową rolę w zrozumieniu ewolucji
przeróżnych typów obiektów naszego
Wszechświata.
ALMA
mogła zaakceptować zaledwie około 100
projektów obserwacyjnych na pierwsze
dziewięć miesięcy swojej działalności.
Pomimo tego w ciągu ostatnich miesięcy
astronomowie z całego świata zgłosili
ponad 900 swoich propozycji. Projekty
wybierano w oparciu o ich wartość
naukową oraz zgodność z głównymi
celami działalności obserwatorium.
"Żyjemy w historycznym momencie
zarówno dla nauki, w szczególności
astronomii, jak i rozwoju ludzkości,
ponieważ zaczęliśmy używać
największego obserwatorium w dziejach
Ziemi" powiedział Thijs de Graauw z
ALMA. Położone w bardzo surowym
klimacie chilijskich Andów na Pustyni
Atacama, obserwatorium ALMA,
nadal będzie rozbudowywane. Każda nowa
antena, wyposażona w swoisty
klimatyczny pancerz, będzie podłączana
do sieci poprzez światłowód. Obrazy
widoczne przez każdą pojedynczą antenę
są zbierane i łączone w jeden duży
obraz przez jeden z najszybszych na
świecie specjalistyczncyh
superkomputerów, tzw. ALMA
korelator, który może wykonać
17
biliardów operacji na sekundę.
Zakończenie prac związanych z budową
ALMA zaplanowane jest na 2013
rok. Na terenie obserwatorium, do tego
czasu, ma stać 66 super-precyzyjnych
milimetrowych/submilimetrowych
radioteleskopów, które będą działać
jak jeden wielki instrument.
12
października 2011
Źródło | Hubert
Siejkowski
Nobel
z fizyki za odkrycie przyśpieszonej
ekspansji Wszechświata

Nagrody Nobla są rokrocznie
wręczane 10 XII w rocznicę
śmierci fundatora nagrody -
Alfreda Nobla (1833-1896). |
Trzech
naukowców, Amerykanie Saul
Perlmutter i Adam G.
Riess oraz Australijczyk Brian P.
Schmidt są lauretami
tegorocznej Nagrody Nobla w dziedzinie
fizyki. Komitet uhonorował ich
odkrycie przyspieszonego rozszerzania
się Wszechświata i dowiedzenie go na
podstawie obserwacji gwiazd
supernowych.
Naukowcy
w latach dziewięćdziesiątych XX w.
kierowali dwoma niezależnymi zespołami
badawczymi. Zbadano w tym czasie
kilkadziesiąt wybuchających gwiazd -
supernowych typu Ia. Ich potężne
eksplozje występują na skutek akrecji
materii w układzie podwójnym gwiazd -
jednym ze składników takiego układu
jest wtedy biały karzeł, który
ściąga materię ze swego większego
towarzysza. Gdy skutkiem tego procesu
biały karzeł zaczyna przekraczaczać
tzw. masę krytyczną Chandrasekhara
(wynosi on w przybliżeniu 1.4 masy
Słońca), gwiazda nie jest już dłużej
stabilna i w efekcie spektakularnie
wybucha.
Z obserwacji wiemy jednak, że każdy
wybuch supernowej tego typu wygląda
podobnie i wyzwala tę samą ilość
możliwej do zaobserwowania energii - supernowe
Ia mają tę samą jasność absolutną.
Przez to stanowią tzw. "świece
standardowe" - mierząc ich jasność
obserwowaną i następnie porównując ją
ze znaną wartością teoretyczną, można
łatwo oszacować odległość do
wybuchającej gwiazdy (a zarazem do
galaktyki, w której się ona znajduje).
Obserwując
eksplozje supernowych w odległych
galaktykach zamierzano początkowo
dowieść, że tempo ekspansji
Wszechświata spowalnia - że rozszerza
się on coraz wolniej. Wybuchy
supernowych typu Ia są jednymi z
najpotężniejszych eksplozji we
Wszechświecie i widać je nawet z
bardzo daleka, przez co można je
wykorzystywać do wyznaczania
odległości w skalach kosmologicznych.
Obserwacje odległych supernowych typu
Ia pokazały jednak, że ekspansja
Kosmosu przyśpiesza - ponieważ
najbardziej odległe supernowe Ia, o
dużych przesunięciach ku czerwieni,
świecą dużo słabiej niż te bliskie.
Oznacza to, że we Wszechświecie działa
dodatkowa siła odpychająca, która
przeciwstawia się przyciągającej sile
grawitacji. Naukowcy nazywają ją
ciemną energią.
10
października 2011
Źródło | Elżbieta
Kuligowska
Herschel odkrywa
nową drogę ewolucji galaktyk

Galaktyka akreuje masę poprzez
szybkie i wąskie strugi
materii. Te filamenty stale
dostarczają do galaktyki
surowiec potrzebny do
formowania nowych gwiazd. Ten
model teoretyczny został
zaproponowany na podstawie
symulacji numerycznych
wykonany przez Dekel i in. w
2009 roku (Nature, 457, 451D).
Dotychczas tego rodzaju
zjawisko strug materii nie
zostało bezpośrednio
zaobserwowane i nadal
pozostaje w sferze domysłów.
Źródło: ESA–AOES Medialab |
Należący do Europejskiej Agencji
Kosmicznej teleskop Herschela,
prowadzący obserwacje w
podczerwieni, odkrył, że burze
formacji gwiazdowej w galaktykach,
które miały miejsce w przeszłości,
nie muszą być wynikiem kolizji
galaktyk. Odkrycie to zmienia
powszechnie przyjęty i utarty pogląd
na temat ewolucji galaktyk. Powyższy
wniosek został wyciągnięty na
podstawie obserwacji przez Herschela
dwóch obszarów nieba, każdy o
rozmiarze ok. 1/3 Księżyca w pełni.
Przypomina
to podglądanie Wszechświata przez
dziurkę od klucza - Herschel
zobaczył ponad tysiąc galaktyk
znajdujących się w bardzo różnych
odległościach od Ziemi. Zakres
obserwowanych odległości sięgał aż
do 80% wieku Wszechświata. Herschel
ma unikalną właściwość obserwowania
podczerwieni w szerokim zakresie
widma i dzięki temu możliwe było
dokładniejsze niż dotychczas
zbadanie historii formacji
gwiazdowej w galaktykach.
Od
lat wiadomo, że tempo w jakiej
powstają gwiazdy miało swoje
maksimum we wczesnym Wszechświecie,
ok. 10 miliardów lat temu. Od tamtej
pory niektóre z galaktyk formowały
gwiazdy w tempie 10, a nawet do 100
razy większym niż to ma miejsce w
dzisiejszej Drodze Mlecznej. W
naszym najbliższym otoczeniu tak
duże tempo formowania gwiazd jest
rzadkością i zwykle jest wywoływane
przez kolizję galaktyk. Na tej
podstawie, astronomowie założyli, że
tak działo się zawsze. Herschel
jednak pokazuje, że nie jest to
prawda w przypadku galaktyk, które
znajdują się daleko od nas, a więc
obserwowanych jako dużo młodsze.
David
Elbaz z CEA Saclay we Francji wraz
ze współpracownikami analizując dane
pochodzące z kosmicznego teleskopu
Herschla odkryli, że kolizje
galaktyk w niewielkim stopniu były
odpowiedzialne za wywoływanie
formacji gwiazdowej, nawet w
przypadkach ekstremalnych, w których
to galaktyka tworzyła nowe gwiazdy w
zawrotnym tempie. Poprzez
porównywanie ilości światła
podczerwonego wysyłanych na różnych
długościach fal z galaktyki,
naukowcy pokazali, że tempo
formowania gwiazd, zależy przede
wszystkim od ilości gazu w
galaktyce, natomiast nie od tego czy
galaktyka bierze udział w kolizji.
Gaz to surowiec, z którego powstają
gwiazdy. Opisywane wyniki pokazują
prostą zależność - im więcej gazu
zawiera galaktyka tym więcej rodzi
się w niej gwiazd. "Tylko w
przypadku galaktyk, które nie
posiadają dużej ilości gazu, kolizje
są źródłem gazu i jednocześnie
czynnikiem odpowiedzialnym za
powstawanie nowych gwiazd", wyjaśnia
Elbaz. Ten wyjątek ma zastosowanie
głównie do dzisiejszych galaktyk
ponieważ, przez 10 miliardów lat
formowania gwiazd, praktycznie
zużyły cały dostępny w nich gaz.
Badania na podstawie obserwacji
Herschela pokazują nową, bardziej
spokojniejszą drogę ewolucyjną
galaktyk. Galaktyki zawieszone w
przestrzeni i pozostawione w spokoju
rosną powoli akreując gaz z
otoczenia.
30
września 2011
Źródło | Hubert
Siejkowski
Czy silne pole
magnetyczne powstało tuż po
Wielkim Wybuchu?

Turbulentne struktury pola
magnetycznego w czterech
różnych modelach
reprezentujących zdecydowanie
różne warunki fizyczne. Na
przykład: wnętrze Słońca (u
góry po lewej) jest ośrodkiem
mniej ściśliwym, w którym
dominują przepływy
poddźwiękowe niż plazma obecna
we wczesnym wszechświecie (na
dole po prawej), która
charakteryzuje się dużą
ściśliwością i
ponaddźwiękowymi ruchami
turbulentnymi. Źródło:
Federrath, Chabrier, Schober,
Banerjee, Klessen, and
Schleicher |
Dlaczego gaz znajdujący się pomiędzy
galaktykami albo gwiazdami z tej
samej galaktyki jest namagnesowany?
Grupa
astrofizyków, pod kierunkiem
Christopha Federrath i Gillesa
Chabrier z Lyonu, uzyskała nowe
wyniki dotyczące jednego z możliwych
wyjaśnień tego zjawiska: pierwotne
słabe pole magnetyczne w wyniku
ruchów turbulentnych zostaje
wzmocnione. Przeprowadzone przez
grupę badaczy z Francji symulacje
pokazały, że powszechne ruchy
turbulentne wzmocniły pole
magnetyczne w bardzo szybkim,
eksponencjalnym tempie. "Nasze
obliczenia pokazują, że proces
wzmocnienia pola magnetycznego może
zachodzić w nawet bardzo
ekstremalnych warunkach fizycznych,
takich jak te, które panowały tuż po
Wielkim Wybuchu" tłumaczy jeden z
badaczy.
Trójwymiarowe
obliczenia numeryczne pokazały w
jaki sposób linie pola magnetycznego
są rozciągane, skręcane i nawijane w
wyniku turbulentnych "przepływów".
Pole elektryczne generuje pole
magnetyczne poprzez ruch
naładowanych cząstek. Jednak cząstki
te kiedy poruszają się w polu
magnetycznym poddawane są działaniu
siły, zwanej siłą Lorentza. Jest to
bardzo złożony proces: ruch cząstki
generuje pole magnetyczne, które
następnie ma zwrotny wpływ na ruch
tej cząstki itd. Takie oddziaływanie
pomiędzy polem magnetycznym a
energią turbulencji - rodzaj energii
kinetycznej wytworzonej przez
turbulencje - może powodować
wzmocnienie słabego pola.
Pole
magnetyczne odgrywa kluczową
rolę w procesach powstawania
większości obiektów w kosmosie.
Badania prowadzone przez grupę z
Lyonu pozwolą więc, rzucić
światło na warunki panujące we
wczesnych etapach Wszechświata
oraz na powstawanie pierwszych
gwiazd i galaktyk.
Praca została opublikowana 9
września w Physical
Review Letters, vol.
107, 114504..
Wideo pokazujące strukturę pola
magnetycznego - kliknij tutaj.
27 września 2011
Źródło | Hubert
Siejkowski
Ekstremalna
pogoda w obcym świecie

Na pobliskim brązowym
karle astronomowie
zaobserwowali gwałtowne zmiany
jasności, które
mogą wskazywać szalejącą
tam burzę. Odkrycie to
może pomóc w zrozumieniu
atmosfer oraz pogody na
pozasłonecznych
planetach. Źródło:
Jon Lomberg |
Astronomowie z
Uniwersytetu w Toronto
zaobserwowali duże zmiany
jasności na pobliskim brązowym
karle. Za zjawisko to
najprawdopodobniej
odpowiedzialna jest burza o
silne niespotykanej dotychczas
na innych planetach. Atmosfery
starych brązowych karłów i
planet olbrzymów są do siebie
bardzo podobne, więc dzięki
temu odkryciu poznamy lepiej
fizykę atmosfer planet spoza
Układu Słonecznego.
Brązowe
karły to obiekty,
które ze względu na swoją masę
znajdują się pomiędzy
gwiazdami karłowatymi a
planetami olbrzymami. Naukowcy
obecnie wykonują przegląd
pobliskich obiektów tego typu.
Obserwacje są prowadzone przy
użyciu 2,5
metrowego teleskopu z
Obserwatorium Las Campanas w
Chile. Jedną z części tego
projektu stanowiło wykonanie,
w krótkich odstępach
czasowych, kilku zdjęć
brązowego karła
skatalogowanego pod nazwą
2MASS J21392676+0220226 (2MASS
2139). W ciągu zaledwie paru
godzin obserwacji
zarejestrowano rozbłyski
o jasności dotychczas nie
spotykanej na chłodnych
brązowych karłach.
W ciągu 8 godzin
obserwacji obiekt ten zmieniał
swoją jasność o około 30
procent. Jacqueline Radigan z
Uniwersytetu Toronto twierdzi,
że jest to spowodowane
ciemnymi plamami w atmosferze
brązowego karła, które
obserwujemy w trakcie kiedy
brązowy karzeł obraca się
wokół własnej osi.
"Najprawdopodobniej
jesteśmy świadkami szalejącej
burzy na tym brązowym karle,
możliwe że to większa wersja
Wielkiej Czerwonej Plamy na
Jowiszu", tłumaczy Ray
Jayawardhana z Uniwersytetu w
Toronto i dodaje, że podobny
efekt obserwacyjny może być
również wynikiem obecności
ogromnych dziur w pokładzie
chmur brązowego karła, przez
które widoczne są głębsze,
cieplejsze warstwy atmosfery.
Według
przewidywań teoretycznych
chmury na brązowych karłach i
planetach olbrzymach powstają
w trakcie kondensacji drobnych
ziaren pyłu zbudowanych z
krzemianów i metali. Kształt
oraz głębokość profilu zmian
jasności 2MASS 2139 zmieniły
się w ciągu ostatnich
miesięcy, co sugeruje, że
układ chmur w atmosferze
ewoluuje.
Wykonanie
pomiarów tempa zmian układu
chmur w atmosferze brązowego
karła pozwoli wyciągnąć
wnioski dotyczące prędkości
wiatru. Możliwe, że uda się
również poznać procesy
odpowiedzialne za powstawania
wiatrów w atmosferach
brązowych karłów i planet.
21 września
2011
Źródło
| Hubert
Siejkowski
Teleskop
Keplera odkrył planetę w
układzie podwójnym

Wizja artystyczna wschodu
gwóch gwiazd nad
obiegającą je planetą.
Źródło: ESA |
Teleskop
orbitalny Keplera znalazł
planetę, która okrąża dwa Słońca
(dwie giazdy krążące jednoczesnie
wokół swego środka masy w tzw.
układzie podwójnym gwiazd). Jest to
pierwsza znana nam planeta w takim
układzie. Planeta nosi nazwę Kepler-16b,
lezy w odległości około 200 lat
świetlnych od Słońca, i jest
najprawdopodobniej nie nadającym się
do zamieszkania, chłodbym, gazowym
olbrzymem podobnym do Saturna. Może
nieco przypominać słynną planetę
Tatooine z Gwiazdnych Wojen,
naukowcy są jednak zgodni - na
Keplerze-16b nie mogło rozwinąć się
życie.
Już wiele lat temu podejrzewano, że
planety w układach wielokrotnych
gwiazd - w tym tzw. planety
"okołopodwójne" - mogą i powinny
istnieć. Pozwalały na to założenia
mechaniki nieba. Jednak po raz
pierwszy mamy na to bezpośredni
dowód obserwacyjny. Oba "słońca"
planety Kepler-16b są mniejsze niż
ziemskie Słońce i mają odpowiednio
69% i 20% jego masy. Z tych
oszacowań wynika, że temperatura na
powierzchni planety to tylko jakieś
-73 do -101 stopni Celsjusza. Orbita
planety - wokół obu gwiazd - to ok.
104 miliony kilometrów, z okresem
orbitalnym (tamtejsza długość roku)
229 ziemskich dni. Dwa słońca
oznaczają m.in. to, że gdy na
Keplerze-16b wstaje dzień, widzimy
niemal jednocześnie dwa świty obu
gwiazd centralnych. Orbita planety
jest orbitą zewnętrzną w stosunku do
obu obiegających się w znacznie
bliższej odległości gwiazd. Taka
orbita planety może być orbitą
stabilną.
Teleskop kosmiczny Keplera został
umieszczony na ziemskiej orbicie w
2009 roku. Jego głównym
przeznaczeniem jest poszukiwanie
planet typu ziemskiego w Naszej
Galaktyce. Tu pojawiło się jednak
ciekawe odkrycie "uboczne" -
teleskop zdołał zaobserwować parę
gwiazd, których jasność jest
regularnie zaćmiona przez mniejsze
ciało, które okresowo pojawia się na
linii prostej pomiędzy gwiazdami a
teleskopem. Z obliczeń wynika, że
ciałem tym musi być duża planeta
obiegająca obydwie gwiazdy. Dane z
Keplera pozwolą na precyzyjne
wyznaczenie masy, promienia, oraz
orbit tych trzech ciał - gwiazd i
ich planety.
Odkrycie zostało opublikowane w tym
tygodniu w prestiżowym piśmie
"Journal Science".
19 września 2011
Źródło
| Elżbieta
Kuligowska
"Bomby zegarowe"
w Drodze Mlecznej

Wizja artysty
przedstawiająca eksplozję
supernowej, która za
chwilę unicestwi planetę
podobną do Saturna.
Najnowsze badania
astronomów pokazują, że
eksplozja supernowej typu
Ia może być opóźniona w
wyniku rotacji białego
karła. Źródło: David A.
Aguilar (CfA) |
Nowe
badania astronomiczne wskazują,
że zwalnianie rotacji starych
gwiazd może prowadzić do
eksplozji takich, jak w
przypadku supernowych
typu Ia.
W hollywoodzkim hicie „Speed:
Niebezpieczna prędkość” bomba
umieszczona w autobusie jest tak
ustawiona, że wybuchnie jeżeli
autobus zwolni do prędkości
poniżej 80 km/h. Groźba –
zwolnij, a eksploduje – sprzyja
dobrej akcji filmu, a także
wydaje się mieć swój kosmiczny
odpowiednik.
Nowe badania sugerują, że życie
niektórych starych gwiazd może
być podtrzymywane dzięki
szybkiej prękości z jaką
obracają się wokół własnej osi,
jednak kiedy ich rotacja maleje,
eksplodują jak supernowe.
Tysiące tych „zegarowych bomb”
może być rozrzucone po naszej
Galaktyce.
Wyniki badań ogłosiła Rosanne Di
Stefano z Harvard-Smithsonian
Center for Astrophysics (CfA) w
Cambridge w Massachusetts.
Zaznaczyła także, że żadnej z
tych „bomb zegarowych” nie udało
się jeszcze zaobserwować w
Drodze Mlecznej.
Ten konkretny typ gwiezdnych
eksplozji badany przez Di
Stefano i jej kolegów nazywany
jest supernową typu Ia. Powstaje
wtedy, gdy stara niewielkich
rozmiarów gwiazda znana jako
biały karzeł tarci stabilność.
Biały karzeł to pozostałość po
gwieździe, w której ustały
reakcje syntezy jądrowej.
Maksymalna masa stabilnego
białego karła wynosi 1,44 masy
Słońca – wartość ta nazywana
jest masą Chandrasekhara, od
nazwiska naukowca, który jako
pierwszy ją obliczył. Gdy masa
białego karła przekroczy tę
wartość, grawitacja
przewyższa ciśnienienie materii
(skierowane od środka na
zewnątrz),obezwładnia siły
podtrzymujące gwiazdę, ściskając
ją i inicjując niekontrolowaną
syntezę jądrową, która rozsadza
gwiazdę na kawałki.
Możliwe są dwa scenariusze, w
których biały karzeł przekracza
masę Chandrasekhara i eksploduje
jako supernowa typu Ia. W
pierwszym biały karzeł przyciąga
i gromadzi gaz z sąsiedniej
gwiazdy, najczęściej czerwonego
olbrzyma, w drugim dwa białe
karły zderzają się ze sobą.
Większość astronomów opowiada
się za pierwszym scenariuszem,
który jest bardziej
prawdopodobny. Jednak gdyby ten
scenariusz zachodził w
rzeczywistości, to powinniśmy
zaobserwować pewne ślady takiego
procesu, a dla większości
supernowych typu Ia nie widzimy
ich.
Przykładowo powinniśmy wykryć
małe ilości gazowego wodoru i
helu w okolicy eksplozji. Ten
gaz pochodziłby z materii, która
nie została zgromadzona przez
białego karła lub ze
wstrząsu jakiego doznała
towarzysząca gwiazda w trakcie
eksplozji. Astronomowie nie
wykryli takiej materii, a także
nie znaleźli śladu po gwiazdach,
z których białe karły przejmował
materię. Takie znalezisko
po zaniku supernowej byłoby
dowodem na poprawność powyższego
scenariusza.
Według Di Stefano i jej
współpracowników rozwiązaniem
zagadki może być rotacja białego
karła. Proces ten mógłby
spowodować długie opóźnienie
eksplozji. Gdy białe karły
zyskują na masie, wzrasta także
ich moment pędu, który zwiększa
prędkość rotacji. Jeżeli białe
karły kręcą się wystarczająco
szybko, rotacja może je
podtrzymywać, pozwalając na
przekroczenie masy
Chandrasekhara. Kiedy biały
karzeł przestaje gromadzić
materiał z sąsiedniej gwiazdy,
jego rotacja stopniowo zwalnia.
W końcu maleje tak, że nie może
przeciwstawić się grawitacji,
doprowadzając do wybuchu
supernowej typu Ia.
Jak podaje Di Stefano rotacja
może powodować, że między końcem
gromadzenia materii a eksplozją
supernowej minie nawet miliard
lat. To pozwoliłoby
towarzyszącej gwieździe
przekształcić się w drugiego
białego karła, a otaczająca
materia zdążyłaby się
rozproszyć.
Astronomowie szacują, że w
naszej galaktyce zachodzą trzy
wybuchy supernowych typu Ia na
tysiąc lat. Jeżeli typowy biały
karzeł przekraczający masę
Chandrasekhara potrzebuje
milionów lat, by zwolnić rotację
i eksplodować, to według
obliczeń w obszarze o promieniu
kilku tysięcy lat świetlnych od
Ziemi powinny znajdować się
dziesiątki białych karłów tuż
przed eksplozją.
Wykrycie białych karłów o masie
przekraczającej masę
Chandrasekhara jest bardzo
trudne. Astronomowie liczą
jednak, że przyszłe przeglądy
nieba wykonane za pomocą układu
teleskopów Pan-STARRS i
teleskopu z szerokim polem
widzenia Large Synoptic Survey
Telescope pomogą je
dostrzec.
15 września 2011
Źródło
| Magda
Siuda
Teleskop
Chandra znalazł najbliższą
nam parę supermasywnych
czarnych dziur.

Para
supermasywnych
czarnych dziur
została po raz
pierwszy wykryta w spiralnej
galaktyce NGC 3393,
położonej "zaledwie"
160 milionów lat
świetlnych od Ziemi.
Źródło: X-ray:
NASA/CXC/SAO/G.Fabbiano
et al; Optical:
NASA/STScI
|
Supermasywne
czarne dziury są uważane za
pozostałości po tzw. mergerach
- łączeniu się dwóch
galaktyk o różnych masach,
złożonych z miliardów
gwiazd. Astronomowie z
projektu Chandra
(orbitalne obserwatorium
promieniowania
rentgenowskiego NASA)
odkryli właśnie pierwszą
taką parę czarnych dziur,
znajdującą się w zwykłej
galaktyce spiralnej, NGC
3393, podobnej do Drogi
Mlecznej. Znajduje się ona
dosyć blisko nas - w
odległości zaledwie 160
milionów lat świetlnych od
Słońca. Obie czarne dziury
znajdują się w jej centrum i
dzieli je dystans około 490
lat świetlnych. Są
pozostalością procesu
łączenia sią dwóch galaktyk
sprzed co najmniej miliarda
lat.
Wcześniejsze
obserwacje w dziedzinie
rentgenowskiej wskazywały,
że w centrum NGC 3393
znajduje się pojedyncza,
supermasywna czarna dziura.
Dopiero teraz teleskop
Chandra zdołał "dostrzec"
obecność drugiej. Obie
czarne dziury ciągle rosną i
emitują silne promieniowanie
X - na skutek rozgrzewania
się spadającego na nie w
procesie akrecji
gazu.Gdy łączą się dwie
galaktyki o mniej więcej
równych masach, powinno tu
skutkować uformowaniem się
pary czarnych dziur oraz
nowej galaktyki o wzmożonym
tempie tworzenia się nowych
gwiazd. Dobrym tego
przykładem jest znana
galaktyka NGC 6240,
leżąca około 330 milionów
lat świetlnych od Słońca.
Jednak galaktyka NGC
3393 jest typową
galaktyka spiralną, o
typowej organizacji, w
której stare gwiazdu
dominują w tzw. zgrubieniu
centralnym. Są to jednak
nietypowe własności jak na
galaktykę z para czarnych
dziur w centrum!
NGC 3393
jest być może pierwszym
znanym nauce przypadkiem
"mergera" bardzo wielkiej
galaktyki ze znacznie
mniejszą. Taki proces mógłby
skutkować uformowaniem się
tzw. "mniejszego mergera",
dziś widzianego jako układ
dwóch czarnych dziur w
"zwykłej" galaktyce
spiralnej. Dwie galaktyki
łączą się niemal
bezkolizyjnie, przy czym
większa z nich - bardziej
masywna - powinna przetrwać
niema niezmieniona. Pewne
teorie głoszą nawet, że
takie "mniejsze mergery"
powinny być
najpowszechniejsze.
Wystąpiły tu jednak znaczne
trudności obserwacyjne -
takie pary supermasywnych
czarnych dziur są
szczególnie trudne do
wykrycia, jako że znajdują
się właśnie w zwyczajnie
wyglądających, powszechnych
galaktykach spiralnych.
Jeśli istotnie takie układy
są częste, czarna dziura
mniejszej galaktyki musi
miec znacznie mniejsza masę.
Niestety, nie dysponujemy
jak na razie wiarygodnymi
metodami oszacowania mas
czarnych dziur w tych
układach.
Obie czarne
dziury są przesłaniane przez
gaz i pył, co powoduje
dodatkowe trudności
obserwacyjne w dziedzinie
optycznej. Jednak
promieniowanie rentgenowskie
przedostaje się z łatwością
przez ten typ materii,
pozwalając nam badać
właściwości układu
podwójnego. NGC 3393
wykazuje wiele podobieństw z
innym układem dwóch czarnych
dziur, odkrytym niedawno
przez Julię Comerford z
Uniwersytetu w Austin w
Teksasie. Ta para lezy
jednak w odległości aż dwóch
miliardów lat świetlnych od
nas. Podobnie jak w
przypadku NGC 3393,
galaktyka macierzysta nie
wykazuje ani zaburzeń w
strukturze, ani oznak
wzmożonych procesów
gwiazdotwórczych. Niestety,
galaktyka ta jest jednak tak
odległa, że trudno mowić o
dokładanych obserwacjach jej
struktury spiralnej.
10 września 2011
Źródło
| Elzbieta
Kuligowska
Odkryto
nowe paliwo
podtrzymujące
powstawanie gwiazd w
Drodze Mlecznej?

Wielkoskalowe
ruch obłoków gazu
w Drodze Mlecznej.
Źródło:
NASA/ESA/A. Feild
(STScI)
|
Nicolas Lehner
oraz Christopher Howk,
astrofizycy z Uniwersytetu
Notre Dame, Indiana w USA
odkryli brakujące paliwo,
które prawdopodobnie
zasila proces
formowania się gwiazd
w naszej Galaktyce. Tym
paliwem są masywne obłokib
zjonizowanego gazu, które
spadają w kierunku dysku
Galaktyki z jej halo i
przestrzeni
międzygalaktycznej.
Dzięki
wykorzystaniu nowego
instrumentu zainstalowanego
w teleskopie kosmicznym
Hubble'a (NASA/ESA
Hubble Space Telescope):
spektrografu COS (ang.
Cosmic Origins Spectrograph)
udało się po raz pierwszy
wyznaczyć odległości do
szybko poruszających się
obłoków zjonizowanego gazu.
Takie obłoki zawierające
dużą ilość gazu były już
wczesnej obserwowane i
występują powszechnie
pokrywając dużą część
galaktycznego nieba, a teraz
okazało się, że znajdują się
one w grawitacyjnym zasięgu
naszej Galaktyki.
Astronomowie spodziewali
się, że szybko poruszające
się obłoki mogą być
rezerwuarem gazu, ale nie
wiedzieli o ich
oddziaływaniu z naszą
Galaktyką.
Wcześniejsze
badania szybko
poruszających się obłoków
gazu polegały na
wykorzystaniu światła kwazarów,
które propaguje się przez
badany obłok. Pierwiastki
wchodzące w skład obłoku
gazu mogą powodować
absorpcję małej ilości
światła źródła
znajdującego się za
obłokiem. Taki ślad w
widmie w postaci linii
absorpcyjnych pozwala
astronomom określić
własności gazu w badanym
obłoku. Wykorzystanie
kwazarów w związku z ich
znaczną odległością nie
dało informacji o
lokalizacji gazu.
Astrofizycy z Uniwersytetu
Notre Dame wykorzystali do
tego celu 27 gwiazd
znajdujących się naokoło
Drogi Mlecznej, do których
odległości były
wyznaczone. Badania te
potwierdziły, że
zjonizowane obłoki gazu w
większości znajdują się w
halo Drogi Mlecznej.
Obszar, w którym obłoki
zjonizowanego gazu opadają
na dysk Galaktyki ma
promień rzędu 40 tysięcy
lat świetlnych. Obłoki
gazu nie są rozmieszczone
równomiernie wokół
Galaktyki i gromadzą się
tylko w pewnych miejscach.
Przestrzeń wokół Drogi
Mlecznej jest tylko w
jednej części okupowana
przez obłoki gazu, co
przypomina częściowe
zakrycie nieba w pochmurny
dzień. Teoretyczne modele
dynamiki takich obłoków są
konsystentne z obecnymi
obserwacjami, gdy obłoki
są daleko od dysku
Galaktyki poruszają się
szybko w jego kierunku,
natomiast gdy są blisko to
są hamowane i poruszają
się wolno.
Odkryty zapas
gazu w postaci szybko
poruszających się obłoków
gazu, które opadają na
Drogę Mleczną może być
szybko zmieniony na
gwiazdy. Wydaje się, że
brakujące paliwo, które
może podtrzymywać
formowanie się gwiazd w
naszej Galaktyce zostało
odkryte, ale pozostaje
pytanie o o jego źródło.
5
września 2011
Źródło
| Wojciech
Jurusik
Odkryto
planetę z diamentu !

Artystyczne
wyobrażenie
diamentowej
planety
okrążającej
pulsar PSR
J1719-1438
(źródło:
Swinburne
Astronomy
Productions )
|
Astronomowie
odkryli planetę, która
najprawdopodobniej
zbudowana jest z
czystego diamentu.
Znajduje się ona tysiące
lat świetlnych od nas, w
gwiazdozbiorze Węża.
Według naukowców
diamentowa planeta
powstała z układu
podwójnego (układu dwóch
gwiazd okrążających się
nawzajem), złożonego z pulsara
i białego karła.
Pulsar odarł swego
kompana z zewnętrznej
otoczki, pozostawiając
jedynie jego węglowe
jądro. Artykuł na ten
temat ukazał się w
prestiżowym piśmie
"Science".Międzynarodowy
zespół badawczy pod
przewodnictwem Matthew
Bailesa dokonał tego
niecodziennego odkrycia
przy pomocy dwóch
przyrządów: 64 -
metrowego radioteleskopu
z Parkes (Australia) i
76 - metrowej anteny z
Jodrell Bank (Anglia).
Pulsary
są szybko rotującymi
gwiazdami neutronowymi.
Powstają, gdy masywna
gwiazda zapada się pod
wpływem własnej
grawitacji, a następnie
odrzuca swe zewnętrzne
części w wybuchu
supernowej. Pulsary
emitują okresowo wiązki
promieniowania podczas
każdego obrotu wokół
swej osi. Takie wiązki,
jeśli nadawane są pod
odpowiednim kątem,
możemy obserwować z
Ziemi. Pulsar PSR
J1719-1438, o
którym mowa w tym
artykule, należy do
pulsarów milisekundowych
(wiruje z okresem rzędu
milisekund.)
Z
obserwacji układu
wynika, że regularność
pulsów PSR J1719-1438
jest zakłócana poprzez
obecność pobliskiego,
masywnego towarzysza,
oddziaływującego
grawitacyjnie z
pulsarem. Masę tego
towarzysza oszacowano na
"nieznacznie więcej niż
masa Jowisza". Wiadomo
także, że planeta rotuje
wokół pulsara z okresem
nieco ponad dwie
godziny, w odległości
372 tysięcy mil od
gwiazdy (jest to mała
odległość - większa
tylko o 56% od średniej
odległości Ziemia -
Księżyc!) Ta bliskość
dwóch ciał umożliwiła
obliczenie, jak bardzo
gęsta musi być planeta,
by nie rozerwały jej
siły pływowe
(przyciąganie
grawitacyjne) pulsara.
Wynika z niego, że
planeta ma gęstość około
23 gram na centymetr
sześcienny. Wiadomo
jednak, że węgiel
ściśnięty do takiej
gęstości musi się
skrystalizować - czyli
stać się czystym
diamentem. Niestety,
wyliczenia te zależne są
od inklinacji orbity
planety i może jeszcze
okazać się, że jej masa
została oszacowana
błędnie.
Niezależnie
jednak
od
tego,
odkrycie
to
wniesie
sporo
wiedzy
w
temacie
układów
podwójnych
typu
pulsar
-
planeta.
Są to pierwsze
obserwacje planety,
która powstała
bezpośrednio z
gwiazdy. W
przypadku dwóch
pozostałych znanych
pulsarów z systemami
planetarnymi uważano
dotychczas, że planety
te zostały przechwycone
od innych gwiazd, lub
też pulsar całkowicie
rozerwał swego
mniejszego towarzysza na
drobny pył, który
później uformował dysk
protoplanetarny.
Pozostaje
pytanie,
czy
gwiazda
pozbawiona
zewnętrznej
otoczki
może
być
w
ogóle
nazywana
planetę.
Obiekt
ma
masę
rzędu
masy
Jowisza,
z
drugiej
jednak
strony
-
"technicznie"
jest
ciągle
po
prostu jądrem gwiazdy.
Jak na razie
najistotniejsze są
dalsze obserwacje układu
i potwierdzenie
oszacowanej jak
dotychczas masy
mniejszego, diamentowego
składnika.
29
sierpnia 2011
Źródło
| Elzbieta
Kuligowska
Najciemniejsza
znana planeta: obcy
świat czarniejszy niż
węgiel

Odległa
egzoplaneta
TrES-2b (wizja
artystyczna.)
Planeta ma w
przybliżeniu
wielkość
Jowisza, a jej
powierzchnia
odbija mniej niż
jeden procent
docierającego do
niej światła.
Oznacza to, że
TrES-2b jest
ciemniejsza niż
jakakolwiek
znana nam
planeta czy
satelita w
Układzie
Słonecznym.
Źródło: David A.
Aguilar (CfA)
|
Odkryta w 2006 roku,
masywna egzoplaneta
typu jowiszowego, TrES-2b,
jest jak dotychczas
najciemniejszym znanym
ciałem niebieskim tego
typu. Pomiary
wykazały, że jej
powierzchnia odbija
mniej niż jeden
procent padającego na
nią światła
'słonecznego'. W
Układzie Słonecznym
Jowisz odbija aż ok.
1/3 światła Słońca -
głównie mają w tym
udział spowijające go,
gęste, jasne obłoki
amoniaku. Egzoplaneta
TrES-2b nie ma takich
chmur ze względu na
swoją bardzo wysoką
temperaturę
powierzchniową.
TrES-2b okrąża swą
macierzystą gwiazdę w
odległości zaledwie
pięciu milionów
kilometrów. Oznacza
to, że promieniowanie
termiczne gwiazdy jest
w stanie rozgrzać
powierzchnię planety
do temperatury ponad
1000 stopni Celsjusza.
Chmury amoniaku czy
innych podobnych
substancji nie mogą
powstawać w takich
warunkach. Atmosfera
TrES-2b zawiera
najprawdopodobniej
jedynie lotny sód i
potas oraz tlenek
tytanu. Ich
potencjalna obecność
nie wyjaśnia jednak
wcale skrajnej
"czarności" planety.
Sama planeta nie jest
jednak ideanie ciemna
- na skutek rozgrzania
do wysokiej temperatuy
emituje bowiem słabą,
czerwonawą poświatę -
podobnie jak węgiel
rozgrzany w ognisku.
Pomiar albedo
(zdolności odbijania
światła) TrES-2b byl
możliwy dzięki danym z
satelity Kepler
(NASA). Jasność układu
gwiazda-planeta była
monitorowana przez
dłuższy czas, co
doprowadziło do
wykrycia jej zmian i
fluktuacji - w
zalezności od
zmieniającej się fazy
planety. TrES-2b jest
najprawdopodobniej
stale zwrócona jedną
stroną do gwiazdy
(podobnie jak Księżyc
w stosunku do Ziemi),
dzięki czemu mozna
obserwować jej fazy
podczas ruchu
obiegowego. Co
ciekawe, całkowita
jasność tego układu,
jak zaobserwowano,
zmienia się bardzo
nieznacznie w
zależności od fazy. To
z kolei oznacza, że
sama planeta jest
niezwykle ciemna -
gdyby odbijała więcej
światła gwiazdy,
różnice w całkowitej
jasności układu w
różnych fazach obiegu
planety byłyby dużo
wyższe.
TrES-2b okrąża gwiazdę
GSC 03549-02811,
znajdującą się ok. 750
lat świetlnych od
Słońca, w konstelacji
Smoka.
15
sierpnia 2011
Źródło
| Elzbieta
Kuligowska
Juno -
nowy satelita Jowisza

Sonda
Juno oczekuje na
wystrzelenie w
Kosmos na
pokładzie
rakiety nośnej
Atlas V-551.
Źródło:
NASA/JPL-Caltech/KSC
|
Piątego sierpnia 2011
z przylądka Canaveral
na Florydzie
wystrzelono
bezzałogową rakietę
nośną Atlas 5. Na jej
pokładzie znajdowała
się nowa sonda NASA -
Juno - która następnie
odłączyła się od
rakiety i obecnie jest
w drodze na Jowisza.
Na razie misja
przebiega pomyślnie -
sonda jest w stałej
łączności radiowej z
odbiornikiem na Ziemi.
Sama podróż sondy Juno
potrwa pięc lat.
Wykorzysta grawitację
Ziemi, by rozpędzić
się do większej
prędkości i zbliżyć
się do Jowisza w roku
2016. Następnie
wejdzie na jego
orbitę, stając się
sztucznym satelitą
gazowego olbrzyma.
Szacuje się, że misja
potraw mniej więcej
rok - w tym czasie
Juno okrązy Jowisza 33
razy. Później
prawdopdoobnie spali
się w jego atmosferze.
Sonda zasilana jest
wyłącznie bateriami
słonecznymi. Celem
misji Juno jest
zbadanie i lepsze
zrozumienie ewolucji
największej planety w
Układzie Słonecznym. W
szczególności
obserwowana będzie
atmosfera i
magnetosfera Jowisza.
Naukowcy sądzą, że
pomiary zawartości
wody i amoniaku w
atmosferze pozwolą nam
dowiedzieć się więcej
o pochodzeniu atmosfer
planet - olbrzymów.
Innym naukowym celem
jest poznanie
struktury atmosfery
Jowisza, jej
zmienności, profili
temperaturowych oraz,
dynamiki i
przezroczystości
obłoków.
Jowisz ma silne pole
magnetyczne. Sonda
Juno ma za zadanie
wykonanie map tego
pola, co dam nam
możliwość zbadanie
samych zmian w polu,
jak i procesu dynama
magnetycznego, który
powoduje jego
powstawanie. Zmierzy
też stopień
przyśpieszania cząstek
w magnetosferze
planety oraz zbada
procesy powstawania
zórz polarnych. Juno
będzie także badać
rozkład masy Jowisza i
jego pole
grawitacyjne, w
szczególności to, jak
siły przyciągające
pochodzące od
satelitów Jowisza
wpływają na rozkład
mas samej planety
(tzw. sily pływowe).
Cele misji zostaną
zrealizowane przy użyciu
ośmiu instrumentów
naukowych, w tym
radiometru
mikrofalowego,
mierzącego emisję
termiczną planety,
magnetometru, który ma
badać rozkład pola
magnetyczne na
powierzchni i w
magnetosferze Jowisza,
sensora do obserwacji
zórz polarnych, oraz
odbiornika fal radiowych
i plazmowych (ma on za
zadanie mierzyć spektrum
radiowe i plazmowe w
obszarze polarnym
Jowisza i identyfikować
obszary pojawiania się
zórz. Dodatkowo, na Juno
zainstalowana została
kamera edukacyjna
JunoCam, mająca
wykonywać kolorowe mapy
planety.
10
sierpnia 2011
Źródło
| Elzbieta
Kuligowska
Teleskop
Herschela pomaga w
rozwiązania zagadki
pochodzenia
kosmicznego pyłu

Porównanie
dwóch fotografii
pozostałości po
supernowej SN
1987A. Lewy
obraz pochodzi z
Teleskopu
Herschela, prawy
- w powiększonej
skali -
przedsatawia ten
sam obiekt
widziany przez
Teleskop
Hubble'a. Image
credit:
ESA/NASA-JPL/UCL/STScI
|
Nowe obserwacje wykonane
w podczerwieni przez
Kosmiczne Obserwatorium
Herschela zdają się
ujawniać, że podczas
eksplozji gwiazdy
dochpodzi do wyrzucenia
w przestrzeń ogromnych
ilości świeżego pyłu (o
wadze od około 160,000
do 230,000 mas Ziemi).
Dowodzi to, że wybuchy
masywnych gwiazd
(supernowych) sa
czynnikiem
odpowiedzialnym za
istnienie pyłú
kosmicznego, także we
wczesnych epokach
istnienia Wszechświata.
"To odkrycie pokazuje
siłę badań
astronomicznych
prowadzonych na różnych
długościach fal światła"
- skomentował Paul
Goldsmith, naukowiec z
NASA Jet Propulsion
Laboratory w Pasadenie
(California).
"Obserwacje Herschela w
podczerwieni dały nam
nowe narzędzie badawcze,
umożliwiające
rozwikłanie tajemnic
Kosmosu."
Pył kosmiczny jest
złożony z wielu
pierwiastków i
związków: węgla,
tlenu, żelaza oraz
innych substacji
cięższych od wodoru i
helu. Jest zarazem
podstawowym budulcem
planet oraz organizmów
żywych, i odgrywa
znaczenie w procesie
formowania się nowych
gwiazd. Gwiazdy typu
słonecznego wraz z
wiekiem zasilają
przestrzeń kosmiczną
pyłem, który następnie
buduje nowe pokolenia
gwiazd i planet.
Od wieków
astronomowie
zastanawiają się, skąd
pochodził pył
kosmiczny w bardzo
wczesnym
Wszechświecie. W
najwcześniejszych
epokach istnienia
Kosmosu nie było
jeszcze na tyle wielu
gwiazd typu
słonecznego, by mogły
one produkować istotne
ilości pyłu. Jednak
duże ilości pyłu
obserwuje się w bardzo
dalekich, wczesnych
galaktykach. Najnowsze
odkrycie Herschela
dowodzi jednak, że to
gwiazdy supernowe były
głównymi
dostarczycielkami pylu
kosmicznego w młodym
Wszechświecie.
"Grunt
pod
naszymy
nogami
jest
niemal
w
całości
wyprodukowany
we
wnetrzach
dawnych
gwiazd:,
wyjaśnia
badaczka
projektu Herschel,
Margaret Meixner. "Teraz
posiadamy bezpośredni
pomiar poziomu
wzbogacania przestrzeni
w pył pochodzący z
wybuchów supernowych".
Wyniki badań,
opublikowane w lipcowym
wydaniu pisma "Science",
koncentrują się na
pozostałościach po
stosunkowo niedawnych
supernowych, które można
obserwować gołym okiem z
Ziemi. Supernowa SN
1987A wybuchła około 170
tysięcy lat świetlnych
od Ziemi i została
zaobserwowana w 1987
roku. Można było
następniej śledzić jej
zmianę blasku. Jasność
gwiazdy malała przez
kilka miesięcy.
Umożliwiło to
szczegółowe studia nad
wybuchami tego typu
gwiazd, co oznacza, że
SN 1987A jest do dziś
jednym z najlepiej
zbadanych obiektów
naszego nieba.
Nowy
obraz SN 1987A,
pochodzący z teleskopu
Hubble'a, znajduje się
pod adresem
http://hubblesite.org/newscenter/archive/releases/2011/21.Początkowo
astronomowie nie byli
przekonani, że Teleskop
Herschela jest w stanie
"zobaczyć" pozostałość
po wybuchu tej
supernowej. Teleskop
wykrywa jedynie
najdłuższe fale
podczerwone, co oznacza,
że jest w stanie
zaobserwować dość
chłodne obiekty,
produkujące niewiele
ciepła (jak właśnie pył
kosmiczny). SN 1987A
została przypadkiem
zaobserwowana podczas
"namierzania" innego
obiektu ujętego w
przeglądzie nieba -
pobliskiego Wielkiego
Obłoku Magellana (LMC).
Naukowcy byli zdziwieni,
że udało się dostrzec
także pozostałość po
wybuchu supernowej.
Badania dowodzą, że jej
blask pochodzi z
wielkiej chmury pyłu
kosmicznego
(zawierającej 10 tysięcy
więcej masy, niż
sądzono). Pył ten ma
temperatury z zakresu
-256 do -249 stopni
Celsjusza - jest zatem
chłodniejszy nawet niż
Pluton (-240 stopni C).
31
lipca 2011
Źródło
| Elzbieta
Kuligowska
Czy galaktyki
eliptyczne są młodsze
niż myślano?

Zdjęcie galaktyka
NGC 5557 pokazuje
bardzo
rozciągnięte i
słabe strugi
pływowe, które na
obrazie biegną z
lewej strony ku
prawej a ich
rozmiar to ponad
1.2 milionów lat
świetlnych Zdjęcie
wykonane kamerą
MegaCam
umieszczoną
na
Kanadyjsko –
Francuskim –
Hawajskim
Teleskopie (CFHT).
Źródło: P.-A. Duc
2011 (c) CEA/CFHT |
Astronomowie z
zespołu Atlas 3D
dostrczyli danych, które
poddają w wątpliwość
standardowy model
formowania galaktyk
eliptycznych. Pierwsze
wyniki pracy tej
międzynarodowej grupy
dotyczące dwóch galaktyk
eliptycznych ukazują cechy
charakterystyczne dla
dosyć niedawnych zderzeń
galaktyk, co sugeruje, że
obiekty te są pięć razy
młodsze niż powszechnie
się uważa.
Standardowo szacuje się
wiek galaktyk
ekliptycznych na podstawie
wieku populacji
gwiazdowych wchodzących w
jej skład. W ten sposób
ocenia się wiek tych
galaktyk na 7 do 10 miliardów
lat. Jednak jeśli wziąc
pod uwagę bardzo głębokie
obserwacje dwóch galaktyk
ekliptycznych
obserwowanych kamerą
MegaCam zainstalowaną w
Kanadyjsko – Francuskim –
Hawajskim Teleskopie
(CFHT) otrzymany wynik
jest zgoła inny.

Próbka galaktyk
eliptycznych z
przeglądu zespołu
ATLAS 3D.
Wszystkie obiekty
pokazują ślady
niedawnych kolizji
z innymi
galaktykami.
Źródło: P.-A. Duc
2011 (c) CEA/CFHT |
Astronomowie
ustalili,
że
uformowanie
się
dwóch
galaktyk
eliptycznych
NGC
680
oraz
NGC
5557
jest
wynikiem
zlania
się
dwóch
olbrzymich
galaktyk
spiralnych,
które
miało
miejsce
bardzo
niedawno
-
od
1
do
3
miliardów lat temu.
Takie oszacowanie wieku
opiera się na analizie
bardzo słabych
wyciągniętych struktur
(strug) położonych na
peryferiach galaktyk.
Takie struktury powstają
jako rezultat działania
sił pływowych w trakcie
zlewania czyli łączenia
się galaktyk. Ich
kształt jak i jasność
utzrymuje się nie dłużej
niż kilka miliardów lat.
Takie struktury były
możliwe do detekcji
dzięki możliwością
kamery o dużym polu
widzenia MegaCam
pracującej w dziedzinie
optycznej widma.
Grupa
badawcza
Atlas
3D
przeprowadza
systematyczny
przegląd
ponad
100
pobliskich
galaktyk
eliptycznych.
Jeśli
obecny
rezultat
bazujący
na
obserwacjach
pierwszych
dwóch
galaktyk
zostanie
potwierdzony
na
większej
próbce
galaktyk
tj.
jeżeli
takie
słabe
wyciągnięte
struktury będą częściej
wykrywane to standardowy
model formowania
galaktyk eliptycznych
będzie musiał być
poprawiony.
30
lipca 2011
Źródło
| Wojciech
Jurusik
Pokręcona
historia
pierścienia w
naszej Galaktyce

Dzięki danym z
satelity
Herschel
astronomowie
odkryli, że
pierścień w
centrum naszej
Galaktyki jest z
niewidomych
przyczyn
skręcony.
Źródło:
ESA/NASA/JPL-Caltech
|
Nowe
obserwacje wykonane
przez satelitę
Herschel przedstawiły
dziwaczny pokręcony
pierścień gęstego gazu
w centrum naszej Drogi
Mlecznej. Do tej pory
znaliśmy tylko kilka
części dysku, który
rozciąga się na ponad
600 lat świetlnych.
Obserwacje Herschela
ukazały po raz
pierwszy cały dysk
oraz dziwny „zawijas”,
z powodu którego
astronomowie zaczęli
rwać sobie włosy z
głowy.
„Patrzyliśmy
na ten obszar Drogi
Mlecznej już wcześniej
wiele razy w
podczerwienie, ale
dopiero kiedy
spojrzeliśmy na
zdjęcia o dużej
rozdzielczości
wykonane przez
satelitę Herschel,
obecność pierścienia
stała się dość
wyraźna”. Tak
komentuje odkrycie
Alberto Noriega-Crespo
z Kalifornijskiego
Instytutu Technologi w
Pasadenie.
Satelita
Herschel jest misją
kierowaną przez
Europejską Agencję
Kosmiczną (ESA) i
współudziałem NASA.
Obserwuje on
Wszechświat w
podczerwieni oraz na
falach
sub-milimetrowych,
które pozwalają
patrzeć przez pył
dając nam możliwość
zajrzenia do gwarnego
centrum naszej
Galaktyki. Detektory
Herschela są również
odpowiednie do
obserwacji
najchłodniejszych
miejsc w Drodze
Mlecznej.
Kiedy
astronomowie
skierowali olbrzymie
teleskopy naziemne na
centrum naszej
Galaktyki uchwycili
bezprecedensowy widok
jej wewnętrznego dysku
– gęstej tuby
chłodnego gazu
wymieszanego z pyłem i
obszarami, gdzie
tworzą się nowe
gwiazdy.
Astronomowie
byli zadziwieni tym co
zobaczyli – pierścień,
który jest w centrum
płaszczyzny naszej
Galaktyki przypomina
wyglądem znak
nieskończoności z
dwoma płatami
skierowanymi na boki.
Okazało się później , że
pierścień jest
skręcony w środku stąd
ukazuje się jako dwa
płaty.
„Wysłanie na
orbitę nowego
teleskopu kosmicznego
jakim jest Herschel
jest bardzo
ekscytujące”, mówi
Sergio Molinari z
Instytutu Fizyki
Kosmicznej w Rzymie
dodając: „Mamy nową
ciekawą tajemnicę w
naszych rękach,
właśnie w centrum
naszej Galaktyki”.
Naziemne
obserwacje wykonane w
obserwatorium radiowym
Nobeyama w Japonii
uzupełniły rezultaty
otrzymane przez
Herschela dostarczając
informacji o prędkości
gęstszego gazu w
pierścieniu. Rezultaty
z obserwacji radiowych
pokazują, że
zaobserwowany dysk w
centrum Galaktyki
porusza się razem jako
całość, z taką samą
prędkością względem
pozostałej części
Galaktyki.
Rozważany
pierścień leży w
centrum poprzeczki
Drogi Mlecznej –
obszar gwiazd w
kształcie poprzeczki
położony w centrum
Galaktyki. Inne
galaktyki maja podobne
poprzeczki i
pierścienie.
Klasycznym przykładem
galaktyki z
pierścieniem wewnątrz
poprzeczki jest NGC
1097. Pierścień żarzy
się jasno w centrum
dużej struktury z
poprzeczką. Nie jest
natomiast znane czy w
tej galaktyce
pierścień jest
skręcony.
W jaki sposób
poprzeczki i
pierścienie formują
się w galaktykach
spiralnych nie jest do
końca dobrze poznane,
ale symulacje
komputerowe pokazują,
że oddziaływania
grawitacyjne mogą
powodować powstanie
takich struktur. Część
teoretyków twierdzi,
że poprzeczki powstają
w wyniku oddziaływań
grawitacyjnych
pomiędzy galaktykami.
Przykładowo galaktyka
w Andromedzie, nasza
największa
galaktyka-sąsiadka,
może mieć wpływ na
poprzeczkę w centrum
Drogi Mlecznej.
Skręcenie w
pierścieniu nie jest
jedyną tajemnica,
którą ujawniły
obserwacje Herschela.
Astronomowie twierdzą,
że środek skręconego
pierścienia jest
przesunięty w stosunku
do centrum Galaktyki,
oba te punkty nie
pokrywają się. Centrum
naszej Galaktyki
znajduje się w okolicy
Sagittariusa A*, gdzie
jest masywna czarna
dziura. Dla Alberta
Noriega-Crespo nie
jest jasne dlaczego
centrum pierścienia
nie odpowiada
założonemu centrum
naszej Galaktyki.
Astronom podsumowuje
„Jest ciągle tak wiele
do odkrycia w naszej
Galaktyce”.
29
lipca 2011
Źródło
| Wojciech
Jurusik
Największy
rezerwuar wody na
krańcu
Wszechświata

Wizja artysty
przedstawiająca
kwazar podobny
do APM
08279+5255, w
którym
astronomowie
odkryli
ogromne ilości
pary wodnej.
Źródło:
NASA/ESA |
Dwie
grupy astronomów
odkryły największe i
najbardziej odległe
zasoby wody jakie
kiedykolwiek zostały
znalezione we
Wszechświecie. W
odległości ponad 12
miliardów lat
świetlnych znajduje
się kwazar,
a w
jego centrum
orgormna czarna
dziura pożerajaca
materię. Czarną
dziurę otacza woda,
której jest 140
bilionów
razy więcej niż wody
w ziemskich
oceanach.
„Środowisko wokół
tego kwazaru jest
bardzo wyjątkowe ze
względu na
wytwarzanie dużej
ilości wody” – mówi
Matt Bradford,
naukowiec z
należącego do NASA
Jet Propulsion
Laboratory w
Pasadenie. „To
kolejny dowód na to,
że woda jest
wszechobecna we
Wszechświecie, nawet
w tym bardzo
wczesnym”. Bradford
kieruje jedną z
grup, która dokonała
odkrycia.
Kwazar zasilany jest
przez gigantyczną
czarną dziurę, która
nieustannie
konsumuje otaczający
ją dysk gazu i pyłu.
Podczas tego posiłku
kwazar wyrzuca z
siebie ogromne
ilości energii. Obie
grupy badaczy
zainteresowały się
kwazarem APM
08279+5255,
we wnętrzu którego
znajduje się czarna
dziura 20
miliardów
razy bardziej
masywna niż Słońce i
produkującą tyle
energii, co biliard
Słońc.
Astronomowie
spodziewali się, że
para wodna jest
obecna we wczesnym i
odległym
Wszechświecie,
jednak do tej pory
nie wykryto jej w
tak dalekich
regionach. Para
wodna występuje
także w Drodze
Mlecznej, ale jej
całkowita ilość jest
4 tysiące razy
mniejsza niż w
kwazarze, ponieważ
większość wody w
Galaktyce występuje
w postaci lodu.
Para wodna jest
ważną wskazówką do
poznania natury
kwazarów. W tym
konkretnym kwazarze
para wodna jest
rozłożona wokół
czarnej dziury w
gazowym regionie o
rozpiętości setek lat
świetlnych.
Jej obecność
wskazuje na to, że
gaz jest skąpany w
rentgenowskim i
podczerwonym
promieniowaniu
kwazaru i dzięki
temu jest ciepły i
gęsty, jak na
astronomiczne
warunki. W praktyce
oznacza to lekki
chłodek w
temperaturze -53
stopni Celsjusza i
gęstość około 300
bilionów razy
mniejszą niż w
ziemskiej
atmosferze. Nadal
jest to 5 razy
cieplej i od 10 do
100 razy bardziej
gęsto niż w typowym
obszarze w galaktyce
takiej, jak Droga
Mleczna.
Pomiary pary wodnej
i innych cząsteczek,
takich jak tlenek
węgla (CO),
sugerują, że ilość
gazu jest
wystarczająca, aby
żywić czarną dziurę
do momentu aż
zwiększy swoje
rozmiary
sześciokrotnie.
Według astronomów
nie wiadomo kiedy to
nastąpi, ponieważ
część gazu może ulec
kondensacji, tworząc
gwiazdę lub może być
wyrzucona z kwazaru.
Grupa Bradforda
wykonywała swoje
obserwacje od 2008
r. za pomocą
instrumentu zwanego
„Z-Spec”
umieszczonego na
należącym do Caltech
Submillimeter
Observatory
10-metrowym
teleskopie położonym
niedaleko szczytu
Mauna Kea na
Hawajach. Następne
obserwacje były
prowadzone przy
użyciu
radiointerferometru
Combined Array for
Research in
Millimeter-Wave
Astronomy (CARMA)
położonego w Inyo
Mountains w
Południowej
Kalifornii.
Druga grupa
naukowców prowadzona
przez Dariusza Lisa,
fizyka w Caltech i
zastępcę dyrektora
Caltech
Submillimeter
Observatory,
poszukiwała wody za
pomocą
interferometru
Plateau de Bure
Interferometr
znajdującego się we
francuskich Alpach.
W 2010 r. grupa Lisa
przypadkowo wykryła
wodę w APM
08279+5255,
obserwując tylko
jeden
charakterystyczny
ślad wody w widmie
kwazaru. Grupa
Bradforda uzyskała
więcej informacji na
temat wody,
włączając w to
wyznaczenie ogromnej
masy, ponieważ
wykryli oni kilka
charakterystycznych
dla wody śladów.
Artykuł na ten temat
pojawił sie w Astrophysical
Journal Letters.
26
lipca 2011
Źródło
|
Magda Siuda
Odkryto
najdalszy kwazar
we Wszechświecie

Najdalszy
znany kwazar -
ULAS
J1120+0641.
Kwazar to
czerwona
kropka w
pobliżu
centrum
obrazka. Obraz
to kompozycja
zdjęć z
Liverpool
Telescope i
United Kingdom
Infrared
Telescope.
Kwazar leży w
konstelacji
Lwa, kilka
stopni od
galaktyki
Messier 66.
Źródło:
Liverpool
Telescope /
United Kingdom
Infrared
Telescope |
|